sobota, 19 sierpnia 2017

hungry dogs are never loyal


following this stream up north, where do people like us float?
w h i s p e r i n g ,   m o r n i n g   k e e p   t h e   s t r e e t s   e m p t y   f o r   m e
↞ • ↠ • ↞ • ↠




CORRIM ARAHHAD

LYKANIN – 39 LAT – OBCOKRAJOWIEC – ZNIENAWIDZONA OJCZYZNA POZOSTAWIONA ZA OCEANEM – KAPŁAN TEARLACHA – ŚWIĄTYNIA W ASEROTH – NAUKI POBIERANE PRZED LATY W THIN – ZAMORDOWANY BRAT I OJCIEC – BESTIALSKO OBCIĘTE USZY I OGON – PROBLEMY Z RÓWNOWAGĄ I ORIENTACJĄ W PRZESTRZENI  –  UPOŚLEDZONY ZMYSŁ SŁUCHU  –   ŚWIETLIK

↞ • ↠ • ↞ • ↠

Istnieje zasadnicza różnica między udomowionym psem a wilkiem, z którego najgorliwsze szkolenie i najgrubszy kij nie zdoła wyplenić instynktu wolności pchającego go z powrotem między drzewa, wabiącego swą pieśnią niczym syreny wabiące bezbronnych żeglarzy. Wilka nie sposób oswoić; jakaś jego część na zawsze ma już pozostać nieokiełznana, nieprzewidywalna w tej zapierającej dech w piersiach majestatyczności, właściwej chyba tylko widokowi grubego, zlepionego mrozem futra i gorącego oddechu odcinającego się białą mgłą na tle ciemnego lasu. Jest w ów wilczej dzikości jakieś surowe piękno, którego na próżno doszukiwać się w psie, uległym i całkowicie podporządkowanym woli człowieka. Dumna krew przemierzających zamarznięte knieje przodków, nieznających ludzkich rozkazów, dawno już rozrzedziła się w psich żyłach na tyle, by wrodzone, będące nieodzowną częścią wilczego jestestwa pragnienie wolności zanikło. Ciężko sumiennie łamanemu przez tysiące pokoleń dzikiemu duchowi powrócić tam, gdzie jego miejsce; na nowo pomknąć wśród zapachu mokrej ziemi i szelestu liści, gdy zapomniało się już, jak smakuje bycie leśną zjawą, parą błyszczących w mroku nocy ślepi, nieuchwytnym upiorem budzącym strach i podziw dla swego morderczego piękna. Ciężko jest być wilkiem, gdy przez tyle lat było się jedynie zamkniętym za grubymi metalowymi prętami kundlem.
Być może wrodzona dzikość i pragnienie wolności, zew krwi dziedziczony po przodkach wraz z silnymi łapami i szczękami zdolnymi do kruszenia kości, nie mają w zwyczaju zanikać całkowicie. Być może człowiecze okrucieństwo nie jest zdolne do końca złamać zwierzęcych instynktów i ducha bestii drzemiącego w okaleczonym ciele. Być może klatka ludzkich kończyn, mocno zaburzonej równowagi i fantomowych bólów odzywających się po północy w utraconym przed laty ogonie ma jedynie przypominać, że było się na tyle silnym, by przetrwać. Podobno to, co cię nie zabije, ma cię wzmocnić - zabawne, że w większości przypadków sprawia jednak tylko, że masz jeszcze większą ochotę pożegnać się z cierpieniami przynoszonymi przez życie.

↞ • ↠ • ↞ • ↠
u n c o v e r   o u r   h e a d s   a n d   r e v e a l   o u r   s o u l s
WE WERE HUNGRY BEFORE WE WERE BORN
↞ • ↠ • ↞ • ↠





✉   frania099@gmail.com   ✉   na chacie franz
nie umiem w karty // lubię ustalić fabułę wątku zanim zacznę pisać // art jest magiczny, najeżdżać myszą //
Świetlik jest suką wielkości osła która zawsze kręci się w okolicach świątyni i zżera wszystko co dopadnie

piątek, 18 sierpnia 2017

Should it hurt so much?

Aenain zwany Czarnym
31 lat - zmiennokształtny krokodyl - Talindyjczyk
Aseroth -
poławiacz wodnych stworzeń
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
Lubisz słuchać opowieści. Pośród rybackiej społeczności Aseroth na przykład od jakiegoś czasu krąży plotka o wielkim czarnym gadzie, widywanym od czasu do czasu w okolicach najlepszych łowisk. Wersje są różne: kuroliszek, bezskrzydła wyverna, kłoda widziana przez dno pustej butelki po rumie. Ci, którzy twierdzą, że widzieli go z bliska, utrzymują, że jego żółte ślepia jarzą się niczym dwie pochodnie i jest tak wielki, że mógłby połknąć cielę za jednym kłapnięciem szczęk. Wieczorami w karczmach można posłuchać spekulacji dotyczących tego, skąd bydle się wzięło, czy aby nie jest złym omenem i ile można by dostać za jego skórę. Ktoś nawet upiera się, że stoi za zaginięciem tych dwóch biedaków, którzy ostatnio nie powrócili z połowu. Ale to bzdura. Jeszcze nikogo przecież tu nie zaatakowałeś. Właściwie to ciekawe że nikt jeszcze nie połączył cię z tym stworzeniem. Nikomu nie przyszło do głowy, że ten małomówny obcokrajowiec, który jakiś czas temu się tu przybłąkał, może mieć z nim coś wspólnego. Czy zaakceptowali cię aż do tego stopnia? Zdajesz sobie świetnie sprawę, że nie wyglądasz jak ktoś godny zaufania. Jesteś wysoki, smukły i dobrze zbudowany, masz zbyt wiele blizn jak na zwykłego rybaka. Na twojej, cóż, przystojnej twarzy najczęściej gości obojętność i zmęczenie, chociaż pilnujesz, by się uśmiechać. Twoja skóra jest znacznie ciemniejsza, czarne włosy zbyt rozwichrzone, a w zielonych oczach widać o wiele więcej, niżbyś chciał. A jednak siedzisz sobie tam z nimi i słuchasz ich opowieści, pijecie i jecie przy jednym stole, jakby ciężka praca uczyniła cię im równym. Nie odzywasz się często, bo nawet nie wiesz, o czym mógłbyś z nimi rozmawiać. Nie rozumiesz ich obyczajów, nie znasz przesądów, gubisz słowa, których zasób zresztą masz mocno ograniczony. O sobie nie będziesz opowiadał, to ryzykowne. Życie ma zbyt wyszukane poczucie humoru. Bo któż by się spodziewał, że syn jednego z czołowych handlarzy niewolników pewnego dnia sam trafi na targ? Że najmłodszy Damal z drapieżnika stanie się ofiarą, skończy w kajdanach, osamotniony i żałosny, kuląc się pod naporem szyderstw, rąk potencjalnych kupców, nienawistnych spojrzeń tych, który zawdzięczali mu podobny los? Kto by pomyślał, że Krokodyl z Naairu stanie się czyjąś drogą zabawką, niebezpieczną jedynie wtedy, gdy zezwoli na to właściciel? Cóż, ty na pewno nie. Byłeś na to zbyt ślepy. Ale przynajmniej byłeś wiele warty. Fakt, że wzięli mniej, uderzył cię bardziej niż powinien. Gorsza była tylko świadomość, że to ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie. Pamiętasz jak stałeś tam, wpatrzony w pustkę, ogłuszony własnymi myślami. Stałeś i zastanawiałeś się, czym do cholery jesteś. Dlaczego przeliczałeś życie na pieniądze? Dlaczego nadal przeliczasz? Tak, robisz to. Ukradkiem, podświadomie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Siedzisz i zastanawiasz się, ile byś dostał, czy utargowałbyś więcej. To jest jak zły nawyk, uzależnienie, niewidzialna pamiątka z przeszłości. Tak samo jak krew, którą masz na rękach. Nie ma jej, a jednak ty widzisz ją wyraźnie, potrafisz także zobaczyć oczy tych, do których należała. Nie jest ci przykro z ich powodu, zginęli dobrą śmiercią. Żałujesz tylko tych, którzy stracili wolność. Ale odpokutowałeś i nie będziesz zadręczał się ich losem. Nie masz sobie nic do zarzucenia. Prócz jej śmierci. Wspominanie jej sprawia ci ból, a jednak nadal o niej myślisz; słyszysz ten głos, czujesz ciepły oddech na swojej skórze. Nie chciałeś tego, co się stało. Jesteś zły, że się odsłoniła, że dała ci szansę.Wolałbyś ją od wolności, jednak wiesz dobrze, że straciłbyś w jej oczach, gdybyś postąpił inaczej. Nie znosiła słabeuszy, dostała więc bestię, za którą cię uważała. Lecz jesteś zbyt słaby, by być bestią. Odkrywasz to z pewnym zdziwieniem. Spędzanie czasu z ludźmi sprawia ci przyjemność, jesteś łagodniejszy niż myślałeś. Uważasz na każdy swój gest i ruch, mimowolnie nie chcesz być źle odebrany, a potem długo zastanawiasz się nad tym, dlaczego. Przeraża cię fakt, że ci zależy, że tęsknisz za zrozumieniem. Bogowie, masz nawet psa, bezużytecznego starego kundla, któremu nadałeś imię i pozwoliłeś sypiać w nogach posłania. Obarczyłeś go niechcianym nazwiskiem, a teraz czujesz wyrzuty sumienia, że musi je nosić za ciebie. Damal zastępuje ci człowieka, którego nawet nie powinno ci brakować, a ty opowiadasz mu o sobie jak szalony głupiec, a potem zastanawiasz się w nocy, czy aby nie usłyszał tego ktoś jeszcze, czy rodzina Sarahne w ogóle kogoś za tobą wysłała. Co się z tobą stało?
Czy to wolność uczyniła z ciebie takiego słabeusza?
▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬▬
Chyba nie jest najgorzej, nie licząc wyglądu. No bo miało być ładnie, ale wyszło długo. Dobre i to.
Witam się i zapraszam do wątkowania z zagubionym krokodylkiem, który chętnie powita przyjaciół, wrogów i kogoś, komu będzie się chciało podszkolić go w języku, ewentualnie go przytulić. No i z góry ostrzegam, że ze mną albo krótko i często, albo długo i raz na jakiś czas. Chyba że mam dobre dni albo wątek wyjątkowo płynnie mi się pisze. Przepraszam, tak już mam.


Acnologia/Katiś1/szmaragdzinka@gmail.com

czwartek, 17 sierpnia 2017

Od Kiler

Przeciągnęłam się ociężale, jak leniwy kocur wylegujący się na dachu w słoneczny dzień, choć mój dzień ani trochę takowego nie przypominał. Właściwie to nawet moje aktualne życie od jakiegoś czasu nie przypominało w żadnym stopniu tego, które wiodłam za oceanem… na ukochanej ziemi starego kontynentu…
Podczas wyciągania się, wszystkie przepracowane kostki, strzeliły donośnie. Odetchnęłam.
Spojrzałam, dość tęsknym spojrzeniem na załadowany żaglowiec, jaki pomagaliśmy załadować od dwóch dni, a  którego śnieżne płótno żagli było napinane przez sprzyjający żeglarzom wiatr. – Takie obrazki zawsze wywoływały na mojej twarzy cienkie uśmiechy zadowolenia i krzepiły dziwnie serce. Tak jakby żagle rozpostarte na rejach, oraz chłodna bryza przypominały o porzuconych z dawna marzeniach oraz sklejały pobrużdżone serce… Westchnęłam ciężko. 
Poczułam mocne klepnięcie w plecy, odwróciłam się z zaskoczeniem, by zaraz uśmiechnąć się pewniej.
Moim „napastnikiem” był Bard – jedyny chłopak, który znał prawdę o moim ciele, skrytym pod za dużymi, męskimi ciuchami i klatce związanej ciasno bandażami. Ten wesoły i zdecydowanie zbyt pewny siebie chłopak, zawsze poprawiał mi humor choć był dla mnie niczym brat.
-Hej! Chciałeś wypłynąć ? Jeżeli Tak, to właśnie uciekła Ci kolejna szansa. –Powiedział wskazując na odpływający żaglowiec. Pracowaliśmy w porcie już nie wiem jak długo, ramie w ramie, a ten idiota zawsze mówił to samo kiedy widział moją minę, i tęskne spojrzenie za żaglami.
Westchnęłam ciężko i odwracając się strzepnęłam jego dłoń z ramienia. 
-Nie żartuj. –Prychnęłam. –Nie z Tak drobnym ciałem. Raz dwa by się połapali, a potem robiłabym za umilacz w koi.
Bard objął mnie ciepłym przyjacielskim ramieniem, śmiejąc się w najlepsze.
-Daj spokój, w Tym przebraniu jesteś nie do rozpoznania. –Powiedział lekkim, zalotnym mrukiem. –Choć przyznaje – Złapał mnie dwoma palcami za jasny policzek i lekko naciągną moją skórę. –Że z Taką buzią, mogłabyś wpaść w oko nie jednemu miłośnikowi młodych chłopców. –Szepnął tak by nikt nie słyszał zaśmiał się zaraz i klepnął mnie w tyłek.
-Do później Bard. –Powiedziałam jedynie, posyłając mu naganne spojrzenia z oczu skrytymi za ciemnymi szkłami, umiejscowionymi tuż nad zaczerwienionymi policzkami. Podrapał się w głowę, i  z uśmiechem skierował się z kilkoma dolcami w kieszeni do portowego zamtuza.
*
Kiedy w swym męskim przebraniu przechodziłam w górę brukowanej ulicy „London streed” 
. No końcu, której mieściła się wynajmowana przeze mnie klitka. Jakiś facet – ojciec rodziny biegł w popłochu kryjąc się w bocznej uliczce, a kobiety podniosły szept o tym, iż znów wojskowe psy robiły „Brankę” – Westchnęłam, poprawiając pożółkłą od potu koszulę.
Byłam zbyt drobnej postury, by wzięli mnie do wojska na jeden z Tych okrętów królewskiej floty, który był dumą korony.
Najchętniej jednak, ten przymusowy przydział do wojska przeczekałabym w domu, rozcinając uwierające mnie w piersi bandaże. Wówczas, na pewno by mnie nie wzięli. – Prychnęłam, patrząc jednak z pogardą na mężczyzn bojących się królewskich psów. W Moim kraju… Nie przeszłoby to, jesteśmy zbyt dumnym narodem. – Ścisnęłam lekko swoje ramię, dłonią obleczoną skórzaną rękawiczką bez palców.
Niestety, moje wynajmowane mieszkanko, znajdowało się na początku ulicy, skąd zaczynała się łapanka.
Postanowiłam więc dla świętego spokoju, wpaść do pobliskiego lokalu i to przeczekać.
Zazwyczaj było tu gwarno, teraz poza barmanem siedział werbunkowy, i chyba oficer królewskich psów, pijący coś przy barze. Poprawiłam swojego „samurajskiego koka” z ognistych włosów, i usiadłam na drugim końcu lady zamawiając kielicha.
Zauważyłam, że poza tymi dwoma wojakami, kilku panów brzęczało skutymi w łańcuchy rękoma, podchodząc kolejno z przerażeniem do werbunkowego, który dokładnie sprawdzał ich dokumenty i zapisywał dane w grubym zeszycie.
Prychnęłam pod nosem, co było dla innych bardziej jak lekkie kichnięcie…

<ktoś wypłynie ? XD>