-Tak, dziesięć... trzynaście całkiem ruchliwych celów przed nami. -Zakomunikowała po chwili dokładnego lustrowania przestrzeni przed nimi. Uśmiechnęła się jak sam szatan i kładąc dłoń na czakramie, do którego była przyczepiona stalowa żyłka. Zaczęła się śmiać i parskać jak narwane zwierze, które właśnie otrzymało propozycje zabawy po długim okresie samotności.
-Może być interesująco. -Stwierdziła, ruszając przed swoim dzikim towarzyszem.
Czy wiedziała o błędnych ognikach ? oczywiście, przecież od dłuższego czasu rezydowała w okolicy. Mimo iż rodzina poszukiwała jej listami gończymi, a dziewczyna starała się ukrywać przed nimi. Skorzystała całkiem niedawno z przywilejów posiadania pieczęci herbowej i ufundowała całkiem dobrze prosperującą karczmę, w której to właśnie spotkała swojego aktualnego towarzysza.
Nie przejmowała się jednak specjalnie zagrożeniem jakie czyhało na nich w oddali z przynajmniej kilku powodów.
Pierwszym była ilość, błędne ogniki pojawiały się pojedynczo w grupie liczącej kilka sztuk. Po drugie, Sigurd. Nie prychał, nie warczał ani nie jeżył sierści ani też nie zapalił się w żadnej części płomieniem gehenny. - Sigurd jako zwierze obdarzone umagicznieniem, potrafił dostrzec i wyczuć magie czym nie jednokrotnie ocalił życie swojej pani.
Kiler słynęła w szerokim świecie jako poszukiwacz guza, z niedokręconą do końca klepką. I pewnie dla tego by zachować tak szczodry tytuł, ruszyła pełna brawury na nie do końca znanego wroga.
Sigud zarył gwałtownie przednimi łapami w piachu jeżąc się, spojrzała za siebie i ze zgrozą spostrzegła jak ogon jej wierzchowca zaczyna mienić się błękitem.
Pogłaskała go po gęstym futrze na karku.
-Spokojnie. -Szepnęła. -Wyjdźcie, a nie skończycie jako śniadanie !
Miała racje nie były to ogniki, była to grupka zdziczałych, pozbawionych pana humunculusów.
-Widać jakaś szkoła magiczna, się zanadto nudziła. -Stwierdziła kiedy znienacka rzucono na nią liny by spętać jeźdźca. Kiedy tylko ścisnęli jej ciało w pętach, dała znać ściśnięciem łydek, by tygrys skoczył w przód. Z drzew pospadał tuzin mężczyzn o tej samej twarzy.
<Sarai ? co Ty zrobisz ? daruj, że tak krótko ale nie miałam lepszego pomysłu ;-;
Powodzenia >
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiler & Sarai. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiler & Sarai. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 października 2017
piątek, 13 października 2017
Od Sarai'a do Kiler
Dziewczyna nie wybrała , by jechać drogą, lecz wzdłuż niej -
polem, wrzosowiskami czy łąką. Zależnie co się właśnie rozciągało. Sarai
prychnął. Ale w końcu, co on tam wiedział, na jakim podłożu szybciej męczą się
tygrysy w biegu. Zresztą, co go powinno obchodzić, że jakiś wieśniak będzie
psioczył, że ktoś mu pole zadeptał. Nie dzikiego sprawa.
Zamyślony, a nie skupiony na drodze, nawet nie zauważył, że coś jest nie w porządku dopóki nie usłyszał za sobą nagłego uderzenia o ziemię, szmeru piachu i żwiru. Czyli, ktoś wskoczył na drogę. Sądzac po warkocie, jaki się rozlegał, to nadal tylko pupilek płomiennowłosej dziewczyny. Sarai zmarszczył się, już zirytowany samym spóźnieniem, a co dopiero wybrykami. Dlaczego, nie rozumiał, dziewczyna jak normalny człowiek nie mogła by mieć konia? Nie uprzykrzała by przynajmniej innym życia. Nie denerwowała niepotrzebnie innych zwierząt. Nie była najbardziej charakterystyczną istotą w promieniu paru kilometrów. Dziki prychnął, gdy uświadomił sobie, że dziewczę po prostu odbiera mu ten tytuł.
Dał Tsintahowi sygnał spięciem krzyża. Ten posłusznie, jak zawsze, zatrzymał się, siadając na tylnich nogach i orając kopytami ziemię. Ten ślizg wzbił tumany kurzu w powietrze. Dziki zmarszczył brwi, słysząc słowa dziewczyny. Nie zauważył niczego wcześniej, więc rozejrzał się niespokojnie. Starał się dopatrzyć czegokolwiek, lecz nie był w stanie nic dostrzec. Przez tę mgłę też nie był nawet w stanie określić, co widziała dziewczyna.
-To mogło być nawet stado saren -Wyjaśnił monotonnym tonem, udając znużenie. - Przecież dopiero świta, ludzie i inne istoty rzadko się pojawiają o tej godzinie. - Dodał, jako najbardziej oczywisty fakt na świecie. Dał łydki koniowi, ten ruszył stępem.
- Ale faktycznie może tam coś być. Lepiej się módl, jeśli masz jakiś bogów, żeby to nie były błędne ogniki - z tymi słowami poprawił sztylet przyczepiony do pasa, żeby w razie ataku mógł go szybciej chwycić. - W takim przypadku bylibyśmy zgubieni. Dosłownie.
Błędne ogniki były rzadkimi stworzeniami, pojawiającymi się w bardzo gęstej mgle. Sarai nasłuchał się z opowieści karczemnych, jak to ogniki myliły drogę podróżnym, udając światła karczmy, po czym wprowadzały na bagna i tam atakowały. Sarai westchnął. Niestety, w tej okolicy faktycznie były bagna. Lecz, jeżeli się nie mylił, mgła powinna wstać gdy tylko słońce mocniej dogrzeje. Czyli już nie tak długo. Puścił wodze wierzchowca na chwilę i postrzelał palcami u rąk, rozgrzewając je. Wtedy też poczuł, jak wierzchowiec spiął się, jakby coś zauważył.
- Widzisz coś? Cokolwiek? - Odwrócił się do dziewczyny. Była młodsza, raczej miała lepszy wzrok od niego. Zatrzymał też konia, żeby się z nim zrównała. Głupio byłoby wpakować się w coś, tylko dlatego, że nie był wystarczająco uważny.
Zamyślony, a nie skupiony na drodze, nawet nie zauważył, że coś jest nie w porządku dopóki nie usłyszał za sobą nagłego uderzenia o ziemię, szmeru piachu i żwiru. Czyli, ktoś wskoczył na drogę. Sądzac po warkocie, jaki się rozlegał, to nadal tylko pupilek płomiennowłosej dziewczyny. Sarai zmarszczył się, już zirytowany samym spóźnieniem, a co dopiero wybrykami. Dlaczego, nie rozumiał, dziewczyna jak normalny człowiek nie mogła by mieć konia? Nie uprzykrzała by przynajmniej innym życia. Nie denerwowała niepotrzebnie innych zwierząt. Nie była najbardziej charakterystyczną istotą w promieniu paru kilometrów. Dziki prychnął, gdy uświadomił sobie, że dziewczę po prostu odbiera mu ten tytuł.
Dał Tsintahowi sygnał spięciem krzyża. Ten posłusznie, jak zawsze, zatrzymał się, siadając na tylnich nogach i orając kopytami ziemię. Ten ślizg wzbił tumany kurzu w powietrze. Dziki zmarszczył brwi, słysząc słowa dziewczyny. Nie zauważył niczego wcześniej, więc rozejrzał się niespokojnie. Starał się dopatrzyć czegokolwiek, lecz nie był w stanie nic dostrzec. Przez tę mgłę też nie był nawet w stanie określić, co widziała dziewczyna.
-To mogło być nawet stado saren -Wyjaśnił monotonnym tonem, udając znużenie. - Przecież dopiero świta, ludzie i inne istoty rzadko się pojawiają o tej godzinie. - Dodał, jako najbardziej oczywisty fakt na świecie. Dał łydki koniowi, ten ruszył stępem.
- Ale faktycznie może tam coś być. Lepiej się módl, jeśli masz jakiś bogów, żeby to nie były błędne ogniki - z tymi słowami poprawił sztylet przyczepiony do pasa, żeby w razie ataku mógł go szybciej chwycić. - W takim przypadku bylibyśmy zgubieni. Dosłownie.
Błędne ogniki były rzadkimi stworzeniami, pojawiającymi się w bardzo gęstej mgle. Sarai nasłuchał się z opowieści karczemnych, jak to ogniki myliły drogę podróżnym, udając światła karczmy, po czym wprowadzały na bagna i tam atakowały. Sarai westchnął. Niestety, w tej okolicy faktycznie były bagna. Lecz, jeżeli się nie mylił, mgła powinna wstać gdy tylko słońce mocniej dogrzeje. Czyli już nie tak długo. Puścił wodze wierzchowca na chwilę i postrzelał palcami u rąk, rozgrzewając je. Wtedy też poczuł, jak wierzchowiec spiął się, jakby coś zauważył.
- Widzisz coś? Cokolwiek? - Odwrócił się do dziewczyny. Była młodsza, raczej miała lepszy wzrok od niego. Zatrzymał też konia, żeby się z nim zrównała. Głupio byłoby wpakować się w coś, tylko dlatego, że nie był wystarczająco uważny.
<Kiler? Może młode oczy zdołają dostrzec coś w tej mgle?>
środa, 20 września 2017
Od Kiler C.D Sarai
-Fiu fiu. -Odezwała się lekceważąco w odpowiedzi na upomnienie ze strony towarzysza podróży i przykładając dłoń nieco nad oczy. Spojrzała na czerwone słońce, które jaśniało coraz bardziej rozgrzewając ostatnią tego lata rosę. -Faktycznie wstało. -Odpowiedziała w końcu, kiedy to oderwała swój wzrok od podnoszącej się majestatycznie mgły. Chłodne tchnienie wiatru, który owiał jej jasną twarz, sprawił że musiała zaciągnąć mocniej kołnierze swojego kaftana. Opuściła głowę i uśmiechnęła się pod nosem w nieprzyjemny sposób. - Ostatni oddech krainy, która do nie tak dawna, była skąpana w złotym blasku słońca i pachniała dławiącym pierś gorącem, teraz szykowała się do nadejścia mrozów.
Nie trudziła się, by wsuwać dłonie pod specjalistyczną uzdę swojego wierzchowca. - Sigurd z łatwością dorównywał kroku, dziewczyna za ten czas miała dość czasu dla siebie.
Olbrzymi tygrys gonił dzikiego na jego wierzchowcu, jednak nie wertepem, a polami. Choć Sigurd miał chód lekki i sprężysty na tyle, by trawa za nim odginała się zaraz po nastąpieniu jego łap, nie mógł poruszać się bezszelestnie.
Wrzosy, które dopiero rozkwitały w tej rzednącej mgle, zostały sforsowane przez tygrysi tors. Rosa, jaka się na nich znajdowała ochlapała policzki milczącego do tej pory dziewczęcia. Spojrzała żywiej przed siebie.
Jej bystry, niemal sokoli wzrok dostrzegł coś w oddali. - Jakby cienie pni oddalone we mgle się poruszyły. By się przyjrzeć uważniej, jej oczy zwęziły się, a nerwy w koło ich poruszyły charakterystycznie.
Odwróciła wzrok na swojego towarzysza, który pędził nie zwracając na nią najmniejszej uwagi. Jak oceniła jego postawę - nie dostrzegł czającej się we mgle grozy. Nachyliła się do łba swojego wierzchowca i wsuwając dłonie pod skórzane pasy, mocno nacisnęła na strzemiona i jednocześnie ruszając nogą szarpnęła zwierzę, które z groźnym warkotem, uskoczyło w stronę drogi - cudem nie zderzając się z czarnym pniem drzewa rosnącego przy drodze.
Zajechała pod bok łowcy, którego koń stanął niemal w miejscu.
-Widzisz to ? -Zapytała, wstrzymując nieco Sigurda przed dalszym pędem i wskazała głową drogę przed nimi. -Dostrzegłam, tam przynajmniej dwanaście celów. Jedyny szkopuł tkwi w tym, że przez tę mgłę nie zauważyłam, co to jest. -Wyznała ze skwaszoną miną.
Sarai ?
Daruj, że tak długo ale jakoś tak... nie mogłam się zebrać. - Przepraszam, mam nadzieje, że ten skromny odpisik to zrekompensuje. ^^
Nie trudziła się, by wsuwać dłonie pod specjalistyczną uzdę swojego wierzchowca. - Sigurd z łatwością dorównywał kroku, dziewczyna za ten czas miała dość czasu dla siebie.
Olbrzymi tygrys gonił dzikiego na jego wierzchowcu, jednak nie wertepem, a polami. Choć Sigurd miał chód lekki i sprężysty na tyle, by trawa za nim odginała się zaraz po nastąpieniu jego łap, nie mógł poruszać się bezszelestnie.
Wrzosy, które dopiero rozkwitały w tej rzednącej mgle, zostały sforsowane przez tygrysi tors. Rosa, jaka się na nich znajdowała ochlapała policzki milczącego do tej pory dziewczęcia. Spojrzała żywiej przed siebie.
Jej bystry, niemal sokoli wzrok dostrzegł coś w oddali. - Jakby cienie pni oddalone we mgle się poruszyły. By się przyjrzeć uważniej, jej oczy zwęziły się, a nerwy w koło ich poruszyły charakterystycznie.
Odwróciła wzrok na swojego towarzysza, który pędził nie zwracając na nią najmniejszej uwagi. Jak oceniła jego postawę - nie dostrzegł czającej się we mgle grozy. Nachyliła się do łba swojego wierzchowca i wsuwając dłonie pod skórzane pasy, mocno nacisnęła na strzemiona i jednocześnie ruszając nogą szarpnęła zwierzę, które z groźnym warkotem, uskoczyło w stronę drogi - cudem nie zderzając się z czarnym pniem drzewa rosnącego przy drodze.
Zajechała pod bok łowcy, którego koń stanął niemal w miejscu.
-Widzisz to ? -Zapytała, wstrzymując nieco Sigurda przed dalszym pędem i wskazała głową drogę przed nimi. -Dostrzegłam, tam przynajmniej dwanaście celów. Jedyny szkopuł tkwi w tym, że przez tę mgłę nie zauważyłam, co to jest. -Wyznała ze skwaszoną miną.
Sarai ?
Daruj, że tak długo ale jakoś tak... nie mogłam się zebrać. - Przepraszam, mam nadzieje, że ten skromny odpisik to zrekompensuje. ^^
piątek, 1 września 2017
Od Sarai'a do Kiler
I ta dziewczyna, o włosach jak ogień, wyczuła na sobie jego spojrzenie. Obróciła się, jej oczy błyszczały, ale na tę odległość nie był w stanie stwierdzić, jakiej były barwy. Obserwował ją, gdy podeszła do baru i zamówiła dwa pucharki miodu. Opuścił głowę, przeklinając w duchu. Na pewno przysłuchiwała się jego rozmowie z Trójgłowym Psem. Ogon to jedyne czego mu brakowało do szczęścia. Miał nadzieję, że jeśli ją zignoruje, to może dotrze do niej, że nie jest osobą, którą warto zaczepiać. Albo, że nie ma ochoty na pogaduszki. Przeliczył się.
sobota, 12 sierpnia 2017
Od Kiler cd. Sarai
Moje czujne uszy wychwyciły ciekawe informacje, jakie przewinęły się w tej rozmowie.
Wypiłam do końca miód, z pucharka zalegającego w mojej prawicy.
-Hmm. Może być ciekawie... -Mruknęłam pod nosem, poprawiając swój pas za którym zalegała zakrzywiona szabla.
Błysk moich złotawych ślepi spoczął na rozmówcy trójgłowego - w tedy też spostrzegłam, że i On mnie obserwuje.
Odwróciłam się do baru i wymieniłam kilka gestów z barmanką, by następnie dosiąść się z dwoma już pucharkami pełnymi przedniego miodu. Kiedy podeszłam do jego stolika opuścił głowę udając, że mnie nie obserwował. - Jeden z kielichów podsunęłam mu niemal pod nos. Dopiero w tym momencie, spojrzał na mnie jakby z zaskoczeniem.
-Lubisz ryzyko ? -Zapytałam pomijając zbędne powitania.
-W zależności, od rodzaju ryzyka. -Odparł, podejrzliwie łypiąc na zawartość kielicha.
Oparłam się wygodnie o oparcie krzesła, można by rzec że wręcz wulgarnie jak na kobiecą naturę. - Położyłam nogi o blat stołu i odchyliłam się na krześle wyciągając fajkę spod pazuchy. Nie śpieszyłam się z ubijaniem tytoniu czy z podpaleniem go.
-Chodzi o Waszą rozmowę. -Powiedziałam, wskazując głową na tłukących się łowców głów z klientelą knajpy. Jakiś zbłąkany nóż, świsnął w naszą stronę - podniosłam dłoń i złapałam go w dwa palce.
-Nie zechcesz przypadkiem kompana do wykonania Tego zadania ? -Zapytałam, bawiąc się schwytanym nożem i wydmuchując dym z płuc. -Znam dość dobrze ulice stolicy. Ponadto zdolności moje jaki mojego wierzchowca mogą okazać się przydatne. Co Ty na to ? -Zapytałam.
-Nie wiem czy się tym zajmę. -Odpowiedział mało szczerze. -A poza tym, czemu interesuje Cię cudze zlecenie ? -Zapytał.
-Jako iż ostatnio brakuje mi jakiegokolwiek zajęcia, a moja sakwa mocno cierpiała z powodu Mojego niekiedy "zbyt" hulaszczego stylu życia oraz braku środków wywołanym brakiem jakichkolwiek zleceń. Rozważałam już czy nie zwinąć swojego interesu i nie przenieść się do jakiegoś innego miasta. - A tu proszę, taka heca, ciekawa historia nasuwa mi się sama pod nos... Znaczy... Nam wspólniku. -Poprawiłam się, z hienim uśmiechem na ustach.
-Wypowiedziałaś to w taki sposób, jakbyś już podjęła decyzje. -Burknął.
-Słusznie wnioskujesz. Podjęłam już decyzje, bez względu na to czy zgodzisz się na moją propozycje. Najwyżej będę musiała Cię zabić, albo rozwiązać tę sprawę szybciej od Ciebie. -Wzruszyłam ramionami i rzuciłam nożem tuż przy kielichu. -Co wybierasz ?
Moja łasość na zarobek, aż zabrzęczała mi w głowie wywołując tym samym coś na kształt wyrzutów sumienia. - Więc podrapałam się w tym miejscu, skutecznie zagłuszając dawno nie używane sumienie. Cóż nawet żeby się przenieść do innego miasta potrzebowałam gotówki... dużo gotówki. - A ta sprawa nimi pachniała.
<Sarai ?>
<Cóż, widać Kiler na prawdę jest w potrzebie albo skutecznie swoją chytrością maskuje zwyczajną dobroduszną chęć pomocy bliźniemu... XD>
Wypiłam do końca miód, z pucharka zalegającego w mojej prawicy.
-Hmm. Może być ciekawie... -Mruknęłam pod nosem, poprawiając swój pas za którym zalegała zakrzywiona szabla.
Błysk moich złotawych ślepi spoczął na rozmówcy trójgłowego - w tedy też spostrzegłam, że i On mnie obserwuje.
Odwróciłam się do baru i wymieniłam kilka gestów z barmanką, by następnie dosiąść się z dwoma już pucharkami pełnymi przedniego miodu. Kiedy podeszłam do jego stolika opuścił głowę udając, że mnie nie obserwował. - Jeden z kielichów podsunęłam mu niemal pod nos. Dopiero w tym momencie, spojrzał na mnie jakby z zaskoczeniem.
-Lubisz ryzyko ? -Zapytałam pomijając zbędne powitania.
-W zależności, od rodzaju ryzyka. -Odparł, podejrzliwie łypiąc na zawartość kielicha.
Oparłam się wygodnie o oparcie krzesła, można by rzec że wręcz wulgarnie jak na kobiecą naturę. - Położyłam nogi o blat stołu i odchyliłam się na krześle wyciągając fajkę spod pazuchy. Nie śpieszyłam się z ubijaniem tytoniu czy z podpaleniem go.
-Chodzi o Waszą rozmowę. -Powiedziałam, wskazując głową na tłukących się łowców głów z klientelą knajpy. Jakiś zbłąkany nóż, świsnął w naszą stronę - podniosłam dłoń i złapałam go w dwa palce.
-Nie zechcesz przypadkiem kompana do wykonania Tego zadania ? -Zapytałam, bawiąc się schwytanym nożem i wydmuchując dym z płuc. -Znam dość dobrze ulice stolicy. Ponadto zdolności moje jaki mojego wierzchowca mogą okazać się przydatne. Co Ty na to ? -Zapytałam.
-Nie wiem czy się tym zajmę. -Odpowiedział mało szczerze. -A poza tym, czemu interesuje Cię cudze zlecenie ? -Zapytał.
-Jako iż ostatnio brakuje mi jakiegokolwiek zajęcia, a moja sakwa mocno cierpiała z powodu Mojego niekiedy "zbyt" hulaszczego stylu życia oraz braku środków wywołanym brakiem jakichkolwiek zleceń. Rozważałam już czy nie zwinąć swojego interesu i nie przenieść się do jakiegoś innego miasta. - A tu proszę, taka heca, ciekawa historia nasuwa mi się sama pod nos... Znaczy... Nam wspólniku. -Poprawiłam się, z hienim uśmiechem na ustach.
-Wypowiedziałaś to w taki sposób, jakbyś już podjęła decyzje. -Burknął.
-Słusznie wnioskujesz. Podjęłam już decyzje, bez względu na to czy zgodzisz się na moją propozycje. Najwyżej będę musiała Cię zabić, albo rozwiązać tę sprawę szybciej od Ciebie. -Wzruszyłam ramionami i rzuciłam nożem tuż przy kielichu. -Co wybierasz ?
Moja łasość na zarobek, aż zabrzęczała mi w głowie wywołując tym samym coś na kształt wyrzutów sumienia. - Więc podrapałam się w tym miejscu, skutecznie zagłuszając dawno nie używane sumienie. Cóż nawet żeby się przenieść do innego miasta potrzebowałam gotówki... dużo gotówki. - A ta sprawa nimi pachniała.
<Sarai ?>
<Cóż, widać Kiler na prawdę jest w potrzebie albo skutecznie swoją chytrością maskuje zwyczajną dobroduszną chęć pomocy bliźniemu... XD>
poniedziałek, 31 lipca 2017
Od Sarai'a do Killer
Wszedł do karczmy, zmęczony podróżą, ale spokojny. Podróż nie była taka zła. Pogoda dopisywała, co prawda, większość ludzi, których spotkał narzekała na upał, ale jemu to nie przeszkadzało. Poprzednie zlecenie poszło gładko. Sakiewka przyjemnie ciążyła mu na biodrze. Przeczesał włosy do tyłu, odgarniając je z czoła, odsłaniając czerwono-czarną, pomalowaną twarz. Uśmiechnął się kącikiem ust, widząc, jak ludzie siedzący w ławach najbliżej umilkli, niektórzy patrząc w zadziwieniu, inni zaczęli studiować własne talerze.
Karczma, była zatłoczona. Przez co, pachniała jak karczma. Ale była o dziwo bardzo jasna i ludowo urządzona. Na ścianach można było zobaczyć tarcze ze znakami rodów, naszyjniki z suszonych kwiatów i tarcze z barwami Drothaer.
Sarai powoli skierował się w stronę dalszej części karczmy, która pozornie wyglądała na bardziej pustą. Udało mu się znaleźć wolną ławę, gdy ciżba zgromadziła się dookoła trzech rosłych mężczyzn, opowiadających jakąś pasjonującą historię.
Sarai przyjrzał się tarczy herbowej, wiszącej na ścianie nad oknem przy jego ławie. Przedstawiała niebieskiego ptaka. Sarai rozpoznał go po chwili. To ten śmieszny ptak, taki ozdobny, a jednak nie potrafiący latać. Paw. Czyli pewno jest to herb błękitnego pawia.
Wzruszył ramionami i starał się cierpliwie czekać, aż karczmarka go zauważy. Stukał rytmicznie palcami, na przemian gasząc i zapalając świece postawione na stole.
Nie doczekał się. Karczmarka, wraz z karczmarzem dali się ponieść historii mężczyzn. Dziki wstał, wściekły i zaczął przepychać się przez ciżbę. Nie zwracał uwagi, czy kogoś popchnął, czy nie. Rzucał jedynie brzydkie spojrzenie i tyle, między innymi rudej dziewczynie, która zwyczajnie przechodziła.
Karczma, była zatłoczona. Przez co, pachniała jak karczma. Ale była o dziwo bardzo jasna i ludowo urządzona. Na ścianach można było zobaczyć tarcze ze znakami rodów, naszyjniki z suszonych kwiatów i tarcze z barwami Drothaer.
Sarai powoli skierował się w stronę dalszej części karczmy, która pozornie wyglądała na bardziej pustą. Udało mu się znaleźć wolną ławę, gdy ciżba zgromadziła się dookoła trzech rosłych mężczyzn, opowiadających jakąś pasjonującą historię.
Sarai przyjrzał się tarczy herbowej, wiszącej na ścianie nad oknem przy jego ławie. Przedstawiała niebieskiego ptaka. Sarai rozpoznał go po chwili. To ten śmieszny ptak, taki ozdobny, a jednak nie potrafiący latać. Paw. Czyli pewno jest to herb błękitnego pawia.
Wzruszył ramionami i starał się cierpliwie czekać, aż karczmarka go zauważy. Stukał rytmicznie palcami, na przemian gasząc i zapalając świece postawione na stole.
Nie doczekał się. Karczmarka, wraz z karczmarzem dali się ponieść historii mężczyzn. Dziki wstał, wściekły i zaczął przepychać się przez ciżbę. Nie zwracał uwagi, czy kogoś popchnął, czy nie. Rzucał jedynie brzydkie spojrzenie i tyle, między innymi rudej dziewczynie, która zwyczajnie przechodziła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)