wtorek, 11 lipca 2017

Od Ahmanet

Pływałam sobie po całym królestwie bez konkretnego celu. Lubie pływać to moja pasja, mogę dzięki temu często wzbogacić o różne piękne dekoracje moje mieszkanko. Często, gdy obserwuje ludzi to są strasznie zabiegani jakby kogoś gonił. Gdy już siada to za parę minut od nowa. Całe ich życie jest w biegu, to odrobinę nieludzkie. Gdy usłyszałam, że królowa będzie opowiadać swoje, jak i ludzkie historie, to wszyscy się zgromadziliśmy w Wielkiej sali i wokół królowej siedzieliśmy. Czyli jest kółko, które tworzą syrenki, trytony oraz zwierzęta morskie na środku jest królowa. Po pewnym czasie skończyła i musiała się zbierać do pracy. Mnie tymczasem porwała młodzież do zabawy. Jest kilka zabaw np. złap Meduzę bez dotykania, nakłoń, aby popłynęła z tobą, barek flagowy, szkarłatne jajo (czyli jest kilka jak ci, co ich nie znajdą odpadają), oraz taka spokojniejsza moja ulubiona używa się wtedy swojej mocy, każdy z nas tworzy coś z mocy postać/zwierze/rzecz/co chcą, a następnie oplatają się wokół ogona i staramy się zmienić jego barwę oraz wypłynąć na powierzenie, ale ta obręcz wokół ogona, która ściąga nas w głębię. Oczywiście są też inne gry i zabawy, ale to takie najciekawsze. Czasem także pomagałam królowej i reszcie.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Od Bezimiennego do Silyena.

Znalezione obrazy dla zapytania fantasy moon tumblr

Noc. Gwiazdy nigdy nie przestawały go zadziwiać. Nigdy również nie potrafił ich zrozumieć. Czym są? Dlaczego nie można ich dosięgnąć? Pamiętał co mówiła mu o nich Elen. To dusze tych którzy byli dla kogoś ważni. Ponownie wyciągnął w ich kierunku swą zabandażowaną dłoń jakby naprawdę mógł ich dosięgnąć. Czy mógłby? Co by się wtedy stało? Dwa Światy zderzyły by się ze sobą? Nastąpił by niekontrolowany wybuch? Co sprawia, że one tak świecą? Miał tak wiele pytań na które nie otrzymywał żadnych odpowiedzi. Wolał jednak nie ryzykować spotkania z ludźmi gdyż nigdy nie był pewny czy właśnie nie prowadzi swej ostatniej rozmowy. Bo Oni go w końcu znajdą, prawda? Podniósł się powoli, wręcz ociężale. Jakby nagle grawitacja stanowiła dla niego zbyt duży wysiłek. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji. Ponownie opadł na ziemię nie łagodząc upadku w żaden sposób. Dosłyszał zbliżające się zwierzę więc przymknął na moment oczy. Niezbyt duże. Na czterech nogach. Niezbyt ciężkie. Otworzył oczy i okręcił głowę w bok. W moment aby dojrzeć kozła sarny który z pochyloną głową zmierzał w jego stronę. Było w nim coś innego. Coś specjalnego. Może to chodziło o jego oczy? Były jakby mniej dzikie. Zwierzęce. Może nawet bardziej ludzkie od jego własnych oczu. Wpatrywali się przez chwilę lecz chłopak spodziewał się, iż za chwilę zwierzę ucieknie w popłochu. Westchnął cicho gdy tak się nie stało i nie odrywając od niego wzroku powoli się podniósł. Dojrzał... jakąś rzecz z kryształami. Ktoś założył to mu? Był czyimś zwierzęciem? Czy może zaplątał się w to niepotrzebnie? Przekrzywił głowę delikatnie w bok bardziej mu się przyglądając i jednocześnie korzystając z okazji, iż zwierzę nie uciekło. Wyprostował głowę po czym podwinął kolana do góry i oparł na nich ręce by następnie oprzeć o nie głowę. Wciąż wpatrując się w dzikie zwierzę. Zazwyczaj nie miał okazji przyjrzeć się im z aż tak bliskiej odległości. Odezwał się cicho. 
- Sarna... - gdy zwierzę nie uciekło na dźwięk jego głosu poczuł jakby zrobiło mu się trochę lżej. Ponownie się odezwał patrząc w jego rozumne oczy. 
- Też wolisz noc od dnia? Gdybyś potrafił mówić na pewno powiedziałbyś mi coś o gwiazdach. - odchylił się nagle do tyłu i położył ponownie na plecach rozkładając przy tym ręce. Podniósł do góry swoją prawą, zabandażowaną dłoń. Ponownie się odezwał patrząc w gwiazdy. 
- Jak myślisz? Czy da się ich dosięgnąć? Złapać na chwilę. Czy nie zrobi im to krzywdy? - jego dłoń gwałtownie opadła na ziemię. Ponownie nawet nie amortyzował jej upadku. Nie usłyszał jednak aby zwierzę uciekło więc obrócił głowę aby na nie spojrzeć. Gdy je dostrzegł wpatrywał się w jego oczy swoimi oczyma pozbawionymi wyrazu. Ponownie cicho się odezwał. 
- Nie możesz być tak blisko ludzi. Oni Cię zabiją. Ja bym Cię zabił gdybyś uciekał. Ale ty nie uciekasz. Nie boisz się mnie? - nie otrzymawszy odpowiedzi powrócił wzrokiem do gwiazd. Po chwili ciszy dosłyszał spokojny ruch kopyt które się oddalały. Nie biegł więc nawet on sam nie wstał aby za nim pogonić. Był jakiś inny. I w pewnym sensie poczuł się trochę lżej mogąc się odezwać do żyjącej istoty. 

***

Kozioł sarny zjawił się następnego dnia. I jeszcze jednego. I później również. Razem był to już prawie tydzień. Drugiej nocy gdy się pojawił chłopak próbował go przestraszyć poprzez syczenie i szczekanie lecz nie dało to oczekiwanego rezultatu. Wtedy znowu zaczął do niego mówić. Trzeciej nocy udawał, iż śpi lecz sarna uparcie trwała na swym miejscu co w końcu sprawiało, iż chłopak obracał w jego kierunku głowę i patrzył w rozumne oczy. Ponownie mówił sarnie o wszystkim i o niczym. Zupełnie jakby mógł uzyskać ułaskawienie swej duszy poprzez zwierzanie się zwierzęciu. Czwartego dnia nawet oczekiwał jego przyjścia więc leżąc i patrząc w niebo tak naprawdę nie skupiał się zbyt bardzo na gwiazdach tylko na charakterystycznym odgłosem czterech kopyt. Nigdy jednak nie wyciągał dłoni aby pogłaskać zwierzę czy schwytać. Oto i nadeszła piąta noc. Tym razem był trochę bardziej po za otaczającym go światem. Gdy sarna przybiegła nie odwrócił się do niego tylko wpatrywał w niebo nucąc coś cicho pod nosem. W końcu się ocknął i odezwał cicho jakby doskonale zdawał sobie sprawę z obecności zwierzęcia. 
- Czuję się jak wtedy. Trawa też jest zielona. Ma nawet podobny zapach. Lecz tym razem mogę dostrzec niebo... - zasłonił swymi dłońmi swoją twarz wraz z oczyma i ponownie się odezwał - Dlaczego ona nie może żyć a ja umrzeć? Ach. Bo jestem psem. Który słucha swego Pana. Ślepo. - opuścił powoli swe dłonie na dół po czym zdał sobie sprawę jak bardzo przyzwyczaił się do towarzystwa sarny i tego, iż może do kogoś się odezwać. Zamknął oczy i ponownie się odezwał. 
- Sarenko. Zadałem Ci tak wiele pytań. Ale mam jeszcze jedno. Najważniejsze. Czym ja jestem? - podniósł do góry swoje dłonie patrząc na nie wraz z przekrzywianiem głowy. Kontynuował cicho. - Czy naprawdę jestem Potworem? Czy będę musiał Cię zabić? Tak jak zrobił by to Potwór? - zamilknął nagle i obrócił się na bok, plecami do zwierzęcia. Nie odezwał się już słowem zupełnie jakby zakończył właśnie tym zdaniem rozmowę. Pogrążył się w rozmyślaniu. Czy zabicie zwierzęcia uczyniło by kogokolwiek Potworem? Takim Potworem jakim był On? Westchnął cicho i ponownie się odezwał cicho, głosem bez wyrazu.
- Dobranoc sarenko. - mogło by się wydawać, iż rzeczywiście chłopak za chwilę pogrąży się we śnie. Lecz zamiast tego wstał powoli i poprawił kaptur na swej głowie. Zawsze żegnał się z nim słowami "dobranoc" po czym odchodził w sobie tylko znanym kierunku. Gdy już stał odezwał się cicho.
- Sarenko. Dzisiaj ostatni raz tu przybyłem. Musze ruszać dalej. A ty musisz trzymać się z dala od ludzi. Więc wybacz mi sarenko. - obrócił się w jego stronę z brakiem emocji na swej bladej twarzy. Z kapturem na sej głowie który przysłaniał mu oczy wyglądał bardziej mrocznie. Bardziej groźnie. Wyciągnął lewą dłoń zaopatrzoną w metalowe pazury po czym ruszył powoli w kierunku zwierzęcia. Jak go wystraszy to przestanie tutaj przychodzić, prawda? Przestanie ufać ludziom gdy się go skrzywdzi? Tak jak ty już im nie ufasz. Zatrzymał się ważąc w swej głowie słowa i wciąż wpatrując się w rozumne oczy sarny. 

[Sarenko?]

(Wybacz, iż wyciągam to aż tak daleko lecz ten pomysł usadowił się w mej głowie i nie potrafił odpuścić. Daję Ci pole manewru. Możesz uciec bądź pokazać się pod swa ludzką postacią lub... co tam jeszcze tylko wymyślisz. Jeśli coś nie pasuje lub się nie zgadza - zmienię natychmiast.)



niedziela, 9 lipca 2017

“Jesteś tutaj aby służyć ludziom a nie być jednym z nich.”

"Drown yourself in the same sorrows as your demons."  -O.V.D.M.:

Brak imienia || Wołaj na mnie jak chcesz || Brak wiadomego wieku || Nawet nie wiem czy mam ich tyle na ile wyglądam || Brak miejsca urodzenia || Narodziłem się pięć razy. Bo tyle razy umierałem || Brak zawodu || Byłem mordercą. Zabójcą. Nie potrafię robić nic innego. || Humanoidalny || To, że wyglądam jak człowiek nie znaczy, iż nim jestem ||



Mrok duszy


- Jakie jest Twoje marzenie?
- Co to jest?
- Marzenie? To coś do czego dążysz i czego pragniesz.
- W takim wypadku, moim marzeniem jest śmierć.

Pierwsze wspomnienie. Ciemność i chłód. Zapach wilgoci. Nie ma nikogo obok Ciebie. Nagłe ostre światło które dochodzi gdzieś z góry. Delikatnie rozprasza mrok.  Umarłem? Głosy których nie rozumiesz. Słowa które nic dla Ciebie nie znaczą. Pojawiają się i znikają. Nie wołasz nikogo bo nawet nie wiesz jak to zrobić. Błoga nieświadomość i tęsknota ku czemuś czego nigdy się nie miało.
Drugie wspomnienie. Błysk stali połączony z karmazynem. Jedno uderzenie za niewłaściwą postawę. Trzy za zbyt krzywy ukłon. Znowu dostajesz baty za złe spojrzenie. Za okazanie emocji na chudej twarzy.  Chcę umrzeć. Ból który przedziera się przez kości wprost do głowy i serca. Tak potężny, iż sprawia utraty przytomności. Krzyczysz głośno. Lecz oni wciąż na nowo tną Cię i zszywają. Tłumaczą, że jesteś zepsuty. Z uporem wciąż to powtarzają. Nie chcesz być naprawiony. To tak strasznie boli.
Trzecie wspomnienie. Ciężki trening. Bardzo ciężki. Kończą dopiero gdy nie możesz się ruszać. Gdy złamana kość zaczyna wystawać spod skóry. Sześciu specjalnych ludzi. Mówili o sobie “treserzy”. Pluli na Ciebie gdy nie potrafiłeś się podnieść.  Umrzyjcie. Dali Ci twardą lekcję o życiu. O tym, iż nie jesteś jak oni. Bronią wpajają Ci prawdę znaną od najmłodszych lat. Nie jesteś człowiekiem i nigdy nie będziesz. Jesteś mniej warty od nich. Duszenie w klatce piersiowej znika wraz z upływem dni. Godzisz się z faktami.
Czwarte wspomnienie. Karmazyn. Tak wiele karmazynu. Och i ten zapach który Cię oszołomił. Droga niby tak prosta a zabiera tak mnóstwo czasu. Gubisz się. Gdy otwierasz drzwi oślepia Cię światło dnia. Umrę. Płaczesz. Nareszcie dosięgasz to światło które zawsze widziałeś gdzieś z góry. Wyciągasz w jego kierunku swe blade dłonie upstrzone czerwienią. Dajesz ogrzać się jego promieniom. Oni Cię znajdą. Dopadną. Ponownie zakują w kajdany. Połamią Ci kości. Znowu będą chcieli Cię naprawić. Ale do tego czasu uciekaj. Biegnij. Szybciej.

Doskonałość. Chcieli Ci tak dać na drugie imię. Wiesz jak jest to w języku leśnych elfów? Perfectum.
Śmierć. Tak dali Ci na pierwsze imię. Wiesz jak to jest w języku mrocznych elfów? Morte.
Krew. Miała Cię napędzać. Wiesz jak to jest w języku orków? Sang.
Posłuszeństwo. Wymusili je na Tobie. Wiesz jak to jest w języku krasnoludów? Obediencia.

“Zapamiętaj to do końca swego żałosnego życia. Jesteś mniej warty niż pies. Jeśli ktokolwiek Cię zabije to nikt się tym nie przejmie bo to jak zabicie jednego głupiego zwierzaka. Pasożyta. Potwora.”

Kajdany ciążą Ci na nadgarstkach i kostkach. Od jak dawna je masz? Nie znasz przecież niczego innego. Niczego poza czterema zimnymi ścianami wypełnionymi dniem wczorajszym. Jesteś niczym! Kruszysz się na dźwięk czyichkolwiek słów. Wpajana przez nich mantra przez wiele lat. Wyryte na skórze znaki które przepaliły Twoją siłę woli. Wyrwano Ci kręgosłup bo jest Ci niepotrzebny. Masz być posłuszny i nie dbać o siebie. A więc stałeś się tym co tak skrzętnie hodowali. Jesteś potworem. Nie ma bólu który potrafiłby chociażby wykrzywić Twoją twarz w grymasie braku komfortu. Otaczasz się całunem ciemności która jest Twoją matką. Pamiętasz? Zapach trawy i rozmowy bez wymierzonej kary? Pamiętasz smak jej krwi? Twoja wola i Twój umysł należą tylko do nich. Twoje ciało to broń. Żyjesz tylko dlatego bo Ci pozwolono. Wracaj do Ciemności. Wracaj do szeregu. Uduś się blaskiem księżyca i szeptami sięgających resztek twej duszy. Co byś robił poza Ciemnością? Nie potrafisz nic poza zabijaniem. Mordowaniem. Rozcinaniem. Dźganiem. Duszeniem. Wyrywaniem. Drapaniem. Krzyczeniem. Jesteś powierzony ciemności. Jesteś Potworem który ma służyć ludziom. Wydłubujesz swe oczy i przełykasz gorzki smak łez. Nie umrzesz. Nie możesz. Lecz nie potrafisz również żyć.

“O czterej. Zwracam się do Was z prośbą o dobry sen. Tylko o tyle. Nie chcę śmierci tych co mnie ścigają bo sam ich zabiję. Nie chcę abyście uleczyli me rany gdyż to niemożliwe. Nie chcę abyście pokazali mi jak żyć bo na to jest za późno. Proszę Was tylko o spokojny sen. O brak koszmarów przynajmniej przez jedną noc. Nie proszę Was o wybaczenie. Bo rzeczy których się dopuściłem nie idzie wybaczyć.”

- Czasami rozmyślam o tym jakby to było gdyby mnie zabito zaraz po tym jak się narodziłem.
- To trochę straszne i smutne, nie uważasz?
- Nie. To wesołe myśli. Pełne nadziei. Umarłbym jako równy ludziom.
- Ale możesz marzyć o tym co by się stało gdyby twoja matka…
- Nie. Nie wpłynąłbym na jej charakter w żaden sposób. Mogę więc marzyć o swej śmierci. O tym jak prawie byłem wam równy.
- Chciałabym…
- Ale nie możesz. Jestem Potworem. Czymś. Ty jesteś człowiekiem. Jestem stworzony. Wyhodowany tylko po to aby wam służyć. I nawet ty nie możesz tego zmienić.

Chciałbym to wszystko zmienić. Zamknąć w jakimś kufrze i wyrzucić na dno oceanu. Ale nie mogę. Nie potrafię. Nie idzie starego psa oduczyć raz nauczonych sztuczek. Tych dzięki którym dostawał jeść. Tym które pozwalały mu żyć. Chciałbym wrócić do tych chwil. Do zapachu trawy. Do jej śmiechu. Do tych rozmów prowadzonych bez strachu kary. Chciałbym cofnąć czas i móc ją ocalić przed samym sobą. Chciałbym zapomnieć smak jej krwi. Lecz widziałem w jej oczach zrozumienie. Dlaczego musiałaś mnie wtedy do siebie przytulić? Wiesz jak bolało gdy Twoja dłoń bezwładnie opadła? Gdy twoja uśmiechnięta twarz wyszeptała “wybaczam”? Chciałbym abyś mnie nienawidziła. Gardziła mną. Ale nie potrafiłaś prawda? Chciałbym móc cofnąć czas. Nie potrafiłbym tego zmienić. Lecz chciałbym spędzić z Tobą trochę więcej czasu. Chciałbym móc znowu poczuć ten zapach trawy. Nawet jeśli nie widzieliśmy nieba. Chciałbym dowiedzieć się o Tobie więcej. Chciałbym…

- Kiedyś stąd wyjdziesz, wiesz? Ale nie po to aby znowu zabijać na ich zlecenie, ciemną nocą.
- Mhm…
- Nie wierzysz mi?
- … ciężko wierzyć w coś tak absurdalnego…
- Ale mi wierzysz, prawda?
- … Tobie… tak…
- Więc pewnego dnia zobaczysz słońce. Wygrzejesz się w jego blasku.
- … tak…
- Chciałabym móc Ci w tym pomóc…
- … ale nie możesz. Ja rozumiem. Więc na razie wystarczy mi, że ze mną rozmawiasz. Że tu jesteś.
- Dziękuję.
- Nie. To ja dziękuję.






Odautorsko:
Gryzie, kopie i co tam jeszcze się nadarzy.
Nie zna podstawowych uczuć.
Czy dasz radę go nauczyć?
Kontakt: lordwmordewol@gmail.com
Życzę powodzenia.
Kłaniam się nisko.
Aktualizacja: 31.08