Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiara & Reker. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kiara & Reker. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2017

Od Reker'a cd. Kiara

Czując na swoich plecach czyiś wzrok od razu powiązałem go z elfami... O Bogowie! Najpierw się im dzieciaki ratuje a teraz chcą nas tak jakby zamordować... Gdybyśmy chcieli zrobić im krzywdę to pewnie pomoglibyśmy tym handlarzom chcąc jakiejś zapłaty czy co tam i nie ratowalibyśmy im dzieciarni w żaden sposób. Eh... Niby tacy mądry a jednak sami się nie odważyli zaatakować tylko patrzyli na naszą, ludzką rasę! Szkoda gadać i tyle.
Nie trzymałem Arrowa za wodzę, gdyż ten jak zwykle grzecznie dreptał obok mnie nie bojąc się żadnych kałuż czy też szumiących co jakiś czas, dzięki łagodnemu podmuchowi wiatru, liści. Młodzi pewnie z tego całego szoku nadal się nie odzywali zbytnio dlatego było nam to bardzo na rękę, ponieważ nie musieliśmy się z nimi użerać. Do dzisiaj pamiętam jak uratowałem raz jednego bachora, któremu jadaczka się nie zamykała... Nie dość, że zwoływał dzikie zwierzęta to jeszcze mnie szczyl obrażał! Ale mniejsza już z tym. Po jakiś dwóch godzinach drogi, wreszcie byliśmy w okolicy, która została rozpoznana przez młode elfięta dlatego pomogliśmy im zsiąść z naszych ogierów a potem bez żadnych wyjaśnień, wraz z Kiarą wskoczyliśmy na grzbiety swoich wierzchowców oraz udaliśmy się cwałem głębiej w las.
Pewnie zapytacie się teraz dlaczego tak szybko "zwialiśmy"? Mianowicie gdybyśmy podjechali pewnie bliżej to albo by nas ustrzelili i pozbawili życia albo oddali na niewłaściwy osąd... Ich pewnie nie obchodziłoby to, że chcieliśmy tylko pomóc, bo przecież zakapturzone postacie są złe i niedobre! Denerwowało mnie takie stereotypowe myślenie, ale co ja mogę... Byliśmy już dobre trzy kilometry od tamtego miejsca przez co postanowiliśmy zwolnić do spokojnego kłusa. Obydwoje nadal milczeliśmy nie wiedząc jak podjąć teraz temat rozmowy.
Spokojna cisza przerywana co jakiś czas parskaniem naszych koni oraz stukotem ich kopyt działała niczym balsam dla mojej duszy. Właśnie w takich chwilach można się odprężyć oraz zapomnieć o tym wszystkim co się wydarzyło albo ma się nie długo wydarzyć. Kiedy po kilku minutach otworzyłem oczy i ujrzałem na niebie zbierające się, ciemne chmury, miałem zaproponować mojej towarzyszce jak najszybszy powrót do domu, ale w tejże chwili usłyszałem świst przecinającego powietrze grotu po czym ogromny ból w prawym ramieniu gdzie utknęła strzała z czerwoną lotką. Oczywiście nie jęknąłem oraz nie wydałem z siebie najcichszego dźwięku bólu, ponieważ tak już się wytrenowałem. Nie zastanawiając się co się właściwie dzieje, pociągnąłem karusa za wodzę dzięki czemu ogier skręcił w prawo czyli tam gdzie było więcej drzew. Co się dzieje? - rzekłem sobie w myślach widząc kątem oka, że Kiara obrała tą samą trasę co ja tylko ona jechała dalej od mojego rumaka byśmy się czasami nie pozabijali oraz nie ściągnęli na siebie więcej wrogów.
Podczas ucieczki z niebezpiecznego miejsca uważnie się rozglądałem, ale jak na razie nikogo nie mogłem dostrzec! Same liście i gałęzie... Nawet już nie liczyłem, która strzała trafiła w moje ciało zostawiając po sobie krwawą pamiątkę. W pewnym momencie jeden z atakujących wykonał bardzo głupi błąd przez co spadł z drzewa a ja mogłem ujrzeć złotowłosego elfa, z którego wyrazu twarzy odczytałem, że raczej nie chce ode mnie pomocy, tylko mojej śmierci. Nie chcąc jeszcze tracić głowy, pogoniłem ponownie Arrowa do szaleńczego cwału a już po kilku chwilach zgubiliśmy wszystkich w lesie. Nie mieli teraz szans nas znaleźć... Byłem na totalnym zadupiu... Zatrzymałem swojego konia czując się już nieco bezpiecznie, ale gdy tylko z niego zsiadłem,  upadłem na kolana podpierając się jedną ręką ziemi by całkowicie się nie wyłożyć. Dam radę, dam radę, dam radę - powtarzałem w myślach próbując wstać na proste nogi przy czym pomógł mi mój wierny rumak. Nie miałem pojęcia jak głęboko mogły siedzieć strzały, ale po ostatniej rozmowie z Kiarą raczej nie będę próbował ich wyciągać na własną rękę. Pieprzone elfy... Ratujesz im bachory a odwdzięczają się próbą pozbycia się z tego świata - warknąłem w myślach rozglądając się dookoła, ale jedyne co widziałem to tylko drzewa, krzaki i bujną trawę.

<Kiara? :3 Elfy nas zaatakowały xd>

sobota, 16 września 2017

Od Kiary cd. Reker

Wraz z moim przyjacielem,bardzo szybko uwolniliśmy dzieciaki, lecz on z nimi oddalił się dużo, dużo szybciej. Dzieciaki były przerażone i sparaliżowane strachem, co oczywiście rozumiałam, bo jak tu się nie bać, skoro zostało się porwanym przez zakapturzone postacie, a kolejne ich uwalniają i wyglądają tak samo przerażająco jak ich porywacze?
Uwolniłam dwóch chłopców i dwie dziewczynki. Wszystkie dzieciaki były elfami, więc pewnie złapali je kiedy się razem bawili w lesie, gdyż w domy elfów zawsze są bardzo dobrze strzeżone w ich świecie ze tak to powiem. Szybko pogoniłam dzieciaki, a konie uwolniłam też, rozcinając wszystkie uprzęże, przez co uciekły głębiej w las.
Jak było widać, też nie były za dobrze traktowane, lecz nie miałam czasu już o tym myśleć, tylko pognałam za przyjacielem bardziej w gęsty las. Troszkę nam to zajęło, kiedy ich znalazłam, lecz kiedy w końcu byliśmy w końcu razem.
Dopiero wtedy rozwiązaliśmy dzieciaki i wyjęliśmy całkowicie kneble z ich ust. Dzieciaki miały rany po grubych sznurach, którymi były związane, więc musiałam to odkazić…
- Nie bójcie się zabierzemy was do rodzin – powiedziałam spokojnie, a wtedy przydreptały znikąd nasze konie,wiec musiały uciec ze stajni. W sumie do dobrze, mam przy siodle w torbach potrzebne rzeczy – pomyślałam spokojnie.
Zagwizdałam cicho na Alkatrasa,który od razu do mnie przydreptał cicho parskając, tym samym się ze mną witając, a ja wyciągnęłam potrzebne mi zioła, moździerz, pistel, wodę i takie tam różne bandaże. Zaczęłam rozcierać powoli zioła, dodając do nich wody oraz specjalnych sproszkowanych rzeczy bo inaczej maść by nie powstała!
Kiedy uznałam po lepkości i lekko żółtawozielonej konsystencji, że jest już gotowe,podeszłam spokojnie do pierwszej dziewczynki z blond włosami. W sumie to tylko jeden chłopiec i dziewczynka mieli po brązowych włosach, a tak to wszystkie miały blond, co było u elfów bardzo charakterystyczne, a brązowe włosy były wielką rzadkością, wśród ich rasy…
Dzieciaki nawet nie próbowały uciekać, gdyż wciąż paraliżował je strach, lecz my byliśmy przyjaźnie nastawieni, lecz wciąż mieliśmy maski i kaptury na sobie. Nie chcieliśmy żeby wiedziały kim jesteśmy gdyż nigdy nie wiadomo, a poza tym elfy uważałam raczej za niebezpieczny gatunek i wolałam się trzymać od nich z daleka, lecz nie miałam serca zostawiać te maluchy same!
- Co z nami zrobicie? - szepnęła dziewczynka, której nakładałam maść na nadgarstki, co skoczyło się cichym syczeniem z bólu. Cóż… Zawsze tak było na początku, lecz po chwili czuło się ulgę, gdyż maść miała cudowne właściwości chłodzące, dlatego też świetnie nadawała się na poparzenia, ale o tym opowiem kiedy indziej. Spojrzałam na blondo - włosom dziewczynkę spokojnym wzrokiem.
- Zabierzemy was do domu – powiedziałam spokojnie – Mówimy prawdę, nie jesteśmy z tamtymi bandziorami – dodałam jeszcze i obwiązałam jej nadgarstki białym bandażem, a później pogłaskałam ją po głowie, przez co chwilowo się skuliła – Nie bój się – rzekłam i poszłam dalej opatrywać inne dzieci.
- Skąd pani umie to robić? - szepnął prawie niesłyszalnie ostatni z chłopców, któremu już też nakładałam resztki maści na poranione i krwawiące lekko rany.
- Chodzi Ci o maści? - spytałam spokojnie i spojrzałam na niego, na co skinął niepewnie głową – Nauczyłam się… Jestem zielarką, a przynajmniej uczę się – dodałam opatrując jego rany do końca.
- Moja mam jest zielarką – szepnął znowu cichutko i dzięki bogom że mam dobry i wyćwiczony słuch, bo inaczej nie usłyszałabym tego dziecka!
- Twoja mama musi być bardzo mądra skoro jest zielarką… Mnie jeszcze sporo brakuje – odparłam chowając wszystko do torby, poprzednio umywszy swoje przyrządy. Uśmiechnął się leciutko, a ja dopiero teraz spostrzegłam iż Reker upolował sarnę i już ją zrobił w takim sensie, że ją nawet upiekł na ogniu, a ja nawet nie wiedziałam kiedy on to zrobił!
Kuźwa szybka i szczwana z niego bestia… - pomyślałam sobie i rozdaliśmy dla każdego dziecka po kawałku mięsa, którego pewnie od dawna nie jadały i się rzuciły wręcz na jedzenie… Sami też zjedliśmy szybko i ciągle byliśmy czujni, bo nigdy nie wiadomo czy jakaś menda się blisko nas nie kręciła. Ponieważ jedzenia było dużo, daliśmy też dokładki tym co chcieli, a następnie wpakowaliśmy dzieciaki na swoje konie, które niezbyt były z tego zadowolone, lecz były grzeczne. My natomiast szliśmy pieszo i nawet nie musieliśmy trzymać naszych wierzchowców za wodze, bo były bardzo grzeczne i posłuszne, a poza tym słuchały tylko nas.
Nie wiem ile tak szliśmy ale w końcu poczułam się obserwowana, bo moje zmysły czy tam instynkty wręcz wariowały by jakoś zareagować, lecz wiedziałam że nie mogłam pozwolić by ten kto nas obserwował lub ci, wiedzieli o tym. Widziałam po przyjacielu, że czuje to samo co ja, więc to nie była tylko moja wyobraźnia! Jednak cały czas zachowywaliśmy spokój, no ale oczywiście mieliśmy poukrywana broń w gotowości, bo nigdy nie wiadomo. Coś czułam że były to elfy, lecz miałam nadzieję że nas nie ustrzelą, bo jeśli tak to marnie skończymy…

< Reker? ;3 elfy nas obserwują z ukrycia xdd >

Od Reker'a cd. Kiara

Niedobrze, niedobrze - pomyślałem sobie przysłuchując się rozmowie mężczyzn. Jeśli dobrze to wszystko zrozumiałem to chodziło tutaj o handel ludźmi a dokładnie elfimi dziećmi... Wiedziałem, że trzeba im jakoś pomóc, ale z drugiej strony obawiałem się, że wraz z tą pomocą ja i moja towarzyszka możemy nieźle oberwać od przedstawicieli ich gatunku, ponieważ niesłusznie nas posądzą o to, że my stoimy za tym wszystkim. Zacząłem szybko analizować w jakiej sytuacji się znajdujemy, ale widząc, że beczki z "piwem" są już wnoszone powoli na wóz postanowiłem, iż nie będę jakoś specjalnie obmyślał szczegółowego planu. Za mało czasu... Za mało czasu... - mruknąłem w myślach poprawiając na głowie kaptur przy czym również spojrzałem na Kiarę, która tak samo jak ja nie chciała dopuścić do tego by konie ruszyły przed siebie.
- Działamy - szepnąłem cicho oraz bezszelestnie, niczym kot zacząłem iść w prawą stronę by zajść wrogów od tyłu. Przyjęło się już tak, że człowiek raczej nie spodziewa się ataku od tej strony więc jest dużo łatwiej przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Cały manewr zajął mi niecałe dwie minuty, a kiedy znalazłem się już na odpowiedniej pozycji, spojrzałem w stronę dziewczyny, która za pomocą gestu dała mi znak gotowości. Sam też nie czekałem długo tylko odpowiedziałem jej tym samym i nie myśląc już wiele zeskoczyłem z drzewa oraz od razu za pomocą ukrytego ostrza pozbawiłem życia jednego ze strażników, który padł bezszelestnie w krzaki. Cóż takie zajęcie ma wiele, wiele, wiele w sobie ryzyka... Wystarczy jeden szelest albo przewrócenie się a już praktycznie nie żyjesz. Początki zawsze należą do najgorszych, lecz z czasem jest coraz lepiej oczywiście jeśli przeżyjesz, bo inaczej patrzysz tam z góry na wszystko co dzieję się w naszym świecie. Wracając jednak do teraźniejszości to z pochyloną sylwetką ciała zabrałem się za kolejnego delikwenta, który najwidoczniej sam był znudzony tym co robią.
Wyjrzałem nieco z krzaków by złapać lepszą orientację w terenie, co stety bądź niestety było bardzo ryzykownym manewrem. Miałem już z powrotem się chować, lecz w tedy ujrzałem Kiarę, która rzuciła w stronę wrogów kulki z dymem. Wygramy to - rzekłem sobie w myślach szarżując już bez wahania na mężczyzn, którzy padali teraz niczym muchy. Nawet nie liczyłem ile, nowej krwi spływało teraz po moim ostrzu, które nie miało sumienia.
Nawet nie wiedziałem kiedy znaleźliśmy się przy wozie z beczkami. Korzystając jeszcze z osłony dymnej, otworzyłem pierwszą z nich gdzie ujrzałem przestraszoną, elfią dziewczynkę, która w usta miała wciśniętą oraz zawiązaną z tyłu głowy starą szmatkę. Małej na mój widok ponownie zebrały się łzy w oczach przy czym mocno się skuliła jakby chciała stać się dla moich oczu niewidoczną.
- Ciii spokojnie - szepnąłem nieco zmieniając swój głos, który cały czas był spokojny i przyjazny. Nie czekając na reakcje blondynki, wyjąłem ją z beczki oraz zająłem się jakimś chłopcem. Dzieciaki były tak bardzo przestraszone, że wolały się nawet nie ruszać by od nikogo nie oberwać co miało swoje plusy i minusy... Nie chciałem by się nas bały, ale z drugiej strony z nerwów nie pouciekają czyli nie będzie żadnej gonitwy po lasach.
Mając przy sobie trójkę dzieci postanowiłem zabrać je już do bezpiecznego miejsca z myślą, iż moja przyjaciółka uda się również tam gdzie ja. Było mi trochę trudno biec z trójką elfów, ale dawałem radę... Ponoć ich rasa to świetni wojownicy więc nie mam zamiaru z nikim zadzierać... Nie że się boję czy coś, ale wolę nie odnosić teraz ran... Dopiero tak niedawno się wykurowałem a już mam wracać z powrotem do łoża? Nigdy! Będąc już w przyjemnym zaciszu gdzie ryzyko wykrycia wynosiło równe zero, dałem dzieciakom trochę luzu, ale te z obawy przed tym co się z nimi stanie zaczęły powoli wycofywać się w głąb lasu.
- Nie bójcie się... Nie zrobię wam krzywdy tylko pomogę wrócić do domu - rzekłem w ich stronę a oni popatrzyli na mnie jak na istotę pozaziemską - Mówię prawdę - dodałem jeszcze pewnym siebie tonem głosu.
- Zrobicie nam krzywdę - pisnął jakiś niski zielonooki chłopak, który cały trząsł się jakby z zimna.
- Nie zrobimy... Obiecuję, a obietnic się nie łamie - stwierdziłem spoglądając na chwilę w czyste niebo. Miałem już coś powiedzieć, ale w tedy pojawiła się Kiara z pozostałą czwórką dzieci.

<Kiara? :3 Przepraszam, że takie nudne ;c>

sobota, 9 września 2017

Od Kiary cd. Reker

No zdziwiłam się bardzo kiedy ujrzałam Rekera w swoim domu i nie wiedziałam czego ode mnie chce… Spojrzałam na niego nie zrozumiałem wzrokiem i po chwili potoczyła się rozmowa, w której jak zwykle musiał postawić na swoim. „Oj Reker, reker… Nic się nie zmieniłeś od czasu kiedy byliśmy dziećmi” - pomyślałam sobie spokojnie, jakoś mu ulegając, ale nie za bardzo chciałam jeść. No ale skoro już tu przylazł, to nie chciałam o wyganiać, bo to był jednak mój przyjaciel, a poza tym, to i tak nudziłam się sama w domu przeważnie całymi dniami.
- No dobra, już dobra… - westchnęłam w końcu – Pójdę się przebrać – mruknęłam jeszcze od niechcenia i czmychnęłam szybko na górę gdzie się przebrałam w suknię. Tia… Wyglądałam jak typowa dziewczyna z plebsu, lecz o to w sumie chodziło. Czasami się zastanawiałam jak to tam jest w tych szkołach gdzie się tam tak bardzo uczą, lecz w sumie i tak mogłam tylko zgadywać. Schowałam starannie w podłodze swoje przebranie, po czym rozejrzałam się po swoim pokoju. Jeden mały stoliczek, łóżko, czerwony dywan, krzesła, okno z parapetem i jedna lampa naftowa stojąca na niewielkiej szafeczce przy łóżku, dając w ciemną noc jedyne źródło światła. Zamknęłam okiennice, po czym zeszłam po schodach na dół, gdzie zobaczyłam Rekera w kuchni. Uśmiechnęłam się na to pod nosem i patrzyłam na niego przez chwilę. Usiłował zrobić jajecznicę więc zapowiadało się smacznie, a dalej widziałam kanapki z pomidorkiem i szynką. Wyglądało smakowicie więc podeszłam bliżej i spytałam się czy w czymś mu pomóc. Jak zwykle nie chciał pomocy, więc odpuściłam, a później zjedliśmy smakowitą kolację. No… a następie wyjęłam wino i się schlaliśmy. Skończyło się tak że zasnęliśmy nie wiedząc kiedy, a gdy się obudziliśmy, spaliśmy obok siebie. Szybko się odsunęłam i złapałam się za głowę. Spałam w dziwnej pozycji, więc od tego wszystkiego zdrętwiał mi kark. Rozmasowałam go nieco ręką, lecz mało mi to pomogło. Wstałam jakoś na drżących nogach i wypiłam duuużo wody, a później jakoś usiadłam w fotelu i jakoś mi tak dzień zleciał.
*******
Po trzech dniach, gdy porządnie wytrzeźwieliśmy i mogliśmy skakać już po dachach i takich tam różnych innych rzeczach, urządziliśmy sobie w lesie wyścigi, a mianowicie skakanie po drzewach. Udało mi się nawet go nieco wyprzedzić, przez co nacisnęłam nieco na jego męską dumę, a co za tym szło zaczął mnie zacieklej gonić.
- Czyżby pan nie nadążał? - zaśmiałam się skacząc coraz dalej i dalej. Oczywiście swoje stroje mieliśmy na sobie, bo skakanie w sukni to było by nie wykonalne, gdyż to badziejstwo zawsze się o coś zaczepi… Nie mówiąc już o krępowaniu ruchów.
- Chciałabyś! - zaśmiał się też i wyraźnie przyspieszył.
Ścigaliśmy się tak dalej jak głupi, aż coś mnie zaalarmowało że tak to ujmę, więc stanęłam nagle i wytężyłam wszystkie swoje zmysły lepiej, co sprawiło że mój przyjaciel także stanął i zrobił to co ja. Cóż… Pewnie się zdziwiliście dlaczego nie pytał co się stało i tak dalej prawda? Tak si dzieje tylko w przypadku zwykłych ludzi, a my tak jakby się od nich odróżniamy swoimi zdolnościami, wyszkoleniem i innymi tam bzdetami. Dużo by gadać! W każdym razie my nigdy tak nagle o sobie nie stajemy bo mamy taki kaprys… Jeśli stajemy nagle sztywniejąc i wyraźnie czegoś nasłuchujemy, to znak że coś jest nie tak.
Oboje siedzieliśmy w ciszy i w ogóle się nie ruszaliśmy, a nasze oddechy stały się niesłyszalne by w pełni skupić się na otoczeniu wokoło nas i ewentualnych zagrożeniach z niego płynących. Usłyszeliśmy po chwili czyjeś męskie głosy i ich dość interesującą, aczkolwiek nie przyjemną w moim odczuciu wymianę zdań.
- Łowy nam się udały, teraz tylko sprzedać za dobrą cenę i będziemy bogaci – zaśmiał się jakiś wysoki, umięśniony, lecz obleśny facet. Był brunetem, miał szare oczy i był ubrany w brązowo-czarne szaty maskujące. Jednak mordę miał nie za ciekawą.
- Za młode ciałka elfów dają wiele kasy na czarnym rynku, więc możemy być spokojni – zaśmiał się cicho drugi, a ja odruchowo zmarszczyłam brwi, czego pod maską nie było widać.
- Za ile je sprzedamy? Dupy młode, więc będziemy mieć więcej niż zazwyczaj… Prze tresować je trzeba jeszcze by były posłuszne i wysłać statkiem w morze by tam nie miały dokąd zwiać podczas tresury – zachichotał.
- Głupie zawsze próbują uciekać – stwierdził drugi – Nie one jedne próbowały i im się też to nie uda… Zwijajmy się! Trzeba dostarczyć nasze łupy na statek „Pysznemu”. Wiesz że nie lubi czekać – rzekł jeszcze i zaczęli pakować beczki z niby piwami na drewniany, dłuuugo i wielki powóz, który był ciągnięty przez dwa silne konie pociągowe.

< Reker? ;3 działamy? Tam są dzieci elfów uwięzione xdd >

sobota, 26 sierpnia 2017

Od Reker'a cd. Kiara

Czas płynął mi wyjątkowo szybko przez te wszystkie polowania. W sumie to nawet mi się podobało, bo już dawno nie polowałem tyle razy na zwierzęta w tak małym odstępie czasu. Nie sądziłem, że Aron ma aż tak mało jedzenia! Głomb jeden mógł mi powiedzieć, że mają z tym problemy to już dawno bym to dla nich załatwił... Przynajmniej teraz mają pełną spiżarnie i pożywienia starczy im co najmniej na osiem miesięcy.
Powoli nudziło mi się siedzenie przy młodym dlatego chciałem iść do kuchni gdzie grasowała Kiara, ale w tym samym momencie przyszedł Aron, którego po prostu roznosiła złość dlatego zrezygnowałem ze swojego pomysłu i podszedłem do przyjaciela próbując go jakoś uspokoić. Po kilku sekundach na jego ubraniu mogłem dostrzec też ślady krwi... Szybko odnalazłem przy jego pasku sztylet, który wrzuciłem tam gdzie trzymał resztę broni oraz usadziłem go w bezpiecznym i dość dalekim miejscu od swojego brata. Cóż lepiej, żeby go ja na razie w takim stanie nie widział, ponieważ może to tylko pogorszyć jego stan.
- Co się stało? - zapytałem spokojnie, lecz stanowczo patrząc mu prosto w oczy.
- Zabiłem gówniarzy a co mogło się stać?! - warknął wściekle rozglądając się na wszystkie strony świata jakby jeszcze gdzieś tutaj czaił się jego wróg.
- Uspokój się, bo wystraszysz Connora - westchnąłem i usiadłem obok niego gotowy w każdej chwili go przytrzymać. Nie winiłem przyjaciela za takie zachowanie, ale musiałem się dowiedzieć o co w ogóle chodziło, że kogoś zabił... No jesteśmy mordercami, ale potrzebujemy często powodu do odebrania komuś cennego daru jakim jest życie - Co ci w tedy powiedział na ucho brat? - dodałem po chwili na co strasznie się wzdrygnął.
- Jakieś dzieciaki kazały mu zjeść te zatrute owoce! Jeszcze się nad nim znęcały, ale mały bał się mi powiedzieć... Nie był jedyną ich ofiarą - mruknął zły kręcąc się jakby coś go w tyłek gryzło.
- Ale to załatwiłeś już i będzie bezpieczny! Spokojnie Aron już po wszystkim - powiedziałem łapiąc go za ramię, które lekko ucisnąłem by go rozluźnić. Przesiedzieliśmy tak jeszcze z dobre dziesięć minut podczas, których mój przyjaciel uspokoił swą duszę i ciało po czym wstaliśmy oraz zaczęliśmy kierować się do kuchni skąd dochodziły do nas piękne zapachy jedzenia, na które mój brzuch zaczął od razu reagować skurczami. Kiedy tylko weszliśmy do pomieszczenia ujrzeliśmy wielki garnek potrawki jakiś dzbanek z herbatą i liścik zapewne od mojej niebieskookiej przyjaciółki. Jak zwykle uciekasz przed podziękowaniami - pomyślałem sobie obserwując chłopaka jak patrzy na to z ogromnym zdziwieniem jednak szybko otrząsnął się z szoku i podszedł do kartki, którą zaczął szybko czytać.
- Czemu tak szybko zwiała? - zapytał odkładając karteczkę na półkę.
- Nie chciała pewnie przeszkadzać... Ona już taka jest - odpowiedziałem mu patrząc z oczami głodnego zwierzęcia na jedzenie.
- Podziękuj jej ode mnie... A teraz jemy! Znowu pewnie od dawna nic nie jadłeś - skarcił mnie na co przewróciłem oczami, ale postanowiłem jakoś ulegnąć. Przyjaciel nałożył nam szybko potrawki po czym wróciliśmy do Connora, z którym zjedliśmy posiłek. Jedzenie było bardzo dobre a w mięsie mogłem wyczuć czerwone wino... Tia... Wyczulony zmysł smaku robi swoje, ale w sumie mi to nie przeszkadza w żadnym stopniu. Pyszności - pomyślałem wstając, gdyż zjadłem już swoją porcję. Za oknami zaczęło robić się ciemno więc postanowiłem już znikać... Chciałem jeszcze wpaść do Kiary jak jeszcze była na nogach a nie spała więc musicie to zrozumieć.
- Aron masz spać i nie ma zmiłuj - mruknąłem a mężczyzna skrzywił się znacznie i popatrzył na mnie jakbym skazał go na śmierć w męczarniach - Wyglądasz jak chodzące zwłoki... Sam sobie szkodzisz... Dowiem się później od Connora co zrobiłeś - dodałem jeszcze patrząc na chłopca,  który pokiwał twierdząco głową i wyglądał już lepiej niż ostatnio.
Po pożegnaniu z przyjaciółmi wsiadłem na swojego karego ogiera i ruszyłem wgłąb lasu. Jakoś specjalnie się nie śpieszyłem by ogier mógł solidnie wypocząć po tym co działo się wcześnie rano... Byłem z niego bardzo dumny co odczuwał, bo chyba nie muszę wyjaśniać, że konie to bardzo mądre zwierzęta a nie bezduszne stworzenia, które są jak jakieś nic nie rozumiejące masy.
Do domu dziewczyny dotarłem po dziesięciu minutach gdzie stety bądź niestety przywitała mnie pustka, którą nie zaraziłem się w najmniejszym stopniu. Przystanąłem w cieniu blisko wejścia do domostwa i zacząłem za nią czekać co jakiś czas przymykając oczy by choć trochę odpocząć.
Kiedy miałem już zasypiać usłyszałem cichy skrzyp drzwi dlatego moja czujność bardzo szybko wzrosła i nawet się nie zastanawiałem kim może być ta postać, ponieważ znałem ten strój i rozpoznałbym go nawet na końcu świata. Kiedy tylko zdjęła maskę stanąłem tuż za nią oraz zacząłem wpatrywać się w tył jej głowy.
- Nie ładnie uciekać przed podziękowaniami - zaśmiałem się cicho przez co przez chwilę drgnęła oraz odwróciła się do mnie twarzą - Aron jest ci wdzięczny, że uratowałaś jego brata - dodałem jeszcze a mój ton głosu cały czas był spokojny.
- Przeszkadzałabym tylko - westchnęła ciężko krzyżując ręce na piersi.
- Nie prawda! Ty nigdy nie przeszkadzasz... Bardzo dobrze gotujesz! Wszystkim smakowało - rzekłem z uśmiechem, który lekko odwzajemniła - Ale ty pewnie nie jadłaś... Blada jesteś... - rzekłem nagle a ona już zapewne chciała zaprzeczyć moim słowom, ale na to jej oczywiście nie pozwoliłem - Nie kłam... Musisz jeść by być silną - powiedziałem jeszcze zaciągając ją do kuchni.
- Reker nie jestem głodna - próbowała się jakoś z tego wyplątać, ale ja nie zamierzałem jej na to pozwolić.
- Nie ma żadnych ale! Głodówki nie pomagają tylko jeszcze bardziej pogarszają nasz stan - westchnąłem głośno - Zrobię ci coś do jedzenia i nie ma zmiłuj - rzekłem jeszcze ze śmiechem kładąc jej rękę na głowie.

<Kiara? :3 Jemy i tyle! xd>

piątek, 25 sierpnia 2017

Od Kiary cd. Reker

Po takim wysiłku jakim miałam w poprzednią noc, spałam jak suseł! Jednak cieszyłam się że mogłam sobie nieco zarobić. Gdy dzisiaj rano się obudziłam, no w zasadzie to koło południa, więc teoretycznie powinnam jeść już obiad a nie śniadanie ale cóż...
To bolały mnie wszystkie mięśnie. Dawno tak wysoko się nie wspinałam i nie biegałam, a chodzenie po cichu też jest dość męczące dla mięśni jak zazwyczaj na co dzień się tego nie używa. Jednak był też plus tego "poranka" taki iż na stole leżała koperta a w niej były trzy tysiące Oreinów, podziękowania i dostałam wiadomość iż księgę już ktoś wziął kiedy spałam, więc żeby oto sienie martwić...  
Super ktoś mi paraduje po domu, a ja o tym nie wiem, po prostu świetnie! mruknęłam niezadowolona w myślach, lecz postanowiłam temu gościowi odpuścić, bo w końcu dzięki niemu zarobiłam dobre pieniądze w krótkim czasie, nie licząc oczywiście tego że sama rabuję tych paskudnych bogaczy, bo tych dobrych to ja zostawiam w spokoju bo nikomu nie szkodzą ani nic!
Tych złych zawsze trzeba się jakoś pozbywać, albo kraść im pieniądze i najlepiej oddawać tym co mają przez nich źle albo tym biednym, co stracili domy.
Miałam troszkę takich ludzi i od czasu do czasu dawałam im pieniądze, żeby mogli jakoś wyżyć, czy też przetrwać później zimę, bo te zazwyczaj są ciężkie, lecz ostatnio bogowie są nieco bardziej łaskawi i są lekkie od pewnego czasu, ale to dla takiego człowieka bez dachu nad głową katastrofa! Niektórzy już sobie znaleźli jakieś domy i nawet pracę dzięki ojej pomocy, co sprawiało iż robiło mi się ciepło na sercu, zważywszy iż to najczęściej są rodziny z małymi dziećmi!
Masakra mówię wam! Wracając jednak do tematu, to wstałam z łóżka, zeszłam na dół i gdy miałam już sobie robić śniadanie,nagle do mojego domu, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu wparował Reker! Zupełnie bez pukania ani nic... Chciałam już go opierdzielić na czym świat stoi, lecz on pierwszy wszedł mi w słowo i wyszło że znowu jako zielarz byłam potrzebna.
Postanowiłam że kolejny dzień odpuszczę sobie jedzenie, choć byłam zmęczona a żołądek mnie już cisnął. Spojrzałam na Rekera uważnie i kiwnęłam zgodnie głową.
- Pojadę! Przyszykuję tylko zioła i konia na szybko - rzekłam, na co on tym razem skinął głową na znak iż rozumie i zaczęłam pakować zioła i inne przydatne rzeczy do robienia lekarstw, a później zbiegłam szybko po Alkatrasa, którego szybko osiodłałam, wsiadłam na niego i ruszyłam za Rekerem znowu. Jechaliśmy bardzo szybko więc w domu tego Arona byliśmy już po niecałych piętnastu minutach. Gniadosz spisał się jak zwykle świetnie, dzięki czemu zasłużył sobie na smakołyki jak wrócę z nim do domu, ale teraz nie o tym!
Reker zaprowadził mnie do domu, gdzie przebywał ten Aron, a kiedy weszliśmy Reker dał szybko znać ręką przyjacielowi, żeby nic nie mówił, ponieważ był bardzo zdziwiony moją wizytą, ale siedział cicho tylko mnie uważnie obserwował.ja szybko zaś zaczęłam badać chłopca, który był w złym stanie... Po szybkim lecz dokładnym badaniu, wiedziałam już że to ta sama choroba!
- I co z nim? - spytał Aron, kiedy zobaczył że przygotowuję składniki, które wcześniej wyjęłam z torby.
- To ta sama choroba na którą zachorowała sistra Rekera... Jak widać się rozprzestrzenia szybciej niż myślałam! Będzie dobrze jeśli zrobię lekarstwo... Powinien przeżyć - powiedziałam skupiając się na tarciu ziół.
- Ale co to za choroba? - dopytywał.
- To tak zwana zaraza Redini... Nowa choroba, wiec nie jest przez wszystkich zaraza, lecz jednak coraz więcej zielarzy o niej wie przynajmniej w naszym mieście - odparłam spokojnie.
- Skąd się to bierze? Staraliśmy być ostrożni z myciem rąk i takich tam - stwierdził.
- Z tego co udało mi się dowiedzieć, ta choroba zostaje przenoszona drogą pokarmową... Skażone owoce, woda... Jednak bardziej przyczyną są owoce, lecz nie wiemy skąd się to bierze, dlaczego i jak temu zapobiec, no i oczywiście gdzie są takie owoce! - powiedziałam nieco zdenerwowana.
- Nie jedliśmy ostatnio owoców - rzekł zamyślony - Od wody raczej nie bo i mi by coś było - dodał po chwili namysłu.
- Być może młody coś zjadł, a Ci nawet tego nie powiedział... Dzieci ukrywają wiele rzeczy! Wiem to z reguły i po sobie z resztą jak byłam dzieckiem. Być może ktoś mu dał zatrute owoce i tak doszło do tego wszystkiego. Wystarczy jeden kęs do zarażenia, a później zarażony umiera w męczarniach - rzekłam ponuro a on pobladł.
Reker wtedy go usadził, a ja, tak jak było w przypadku siostry przyjaciela, zrobiłam z tego herbatę i poczekałam do wieczora, gdzie później jakoś młody to popił, choć nieźle się krzywił. Dobre to nie było ale cóż... Przynajmniej pomagało!
Kiedy młodemu po paru godzinach nieco się polepszyło, wyznał bratu coś na ucho, a on nieźle się wkurzył i gdzieś wyszedł, prosząc Rekera by się nim zaopiekował na chwilę i wybiegł. Nie wiedzieliśmy o co chodzi, ale z pewnością później powie Rekerowi co się stało, bo przecież jemu ufał... Jednak zauważyłam iż nie za bardzo mają co jeść, więc poleciłam Rekerowi by coś upolował, a ja coś zrobię do jedzenia, na co chętnie przytaknął.
Oczywiście chłopca cały czas miałam na oku i zmieniałam mu zimne okłady na czoło. Z torby wyjęłam zaś czerwone wino. Dostałam je niegdyś od przyjaciela który się tym zajmuje, a on byle czego nigdy mi nie dawał! Zawsze zapominałam to wyjąć z boku siodła, ale w sumie to przyda mi się na obiad i stwierdziłam że zrobię potrawkę z ziemniakami.
Aron inne składniki potrzebne do tego miał, więc zapowiadało się nawet smacznie. Zamierzałam im to ugotować na dwa, trzy dni i to z pewnością by wytrzymało tyle czasu, gdyż sama już tak robiłam, gdy czasem pomagałam mamie w gospodzie.
Po około godzinie Reker wrócił ze zdobyczą jaka była sarna i szybko oddzielił futro od mięsa, a później mi je dał, a ja zajęłam się resztą na obiad, a on robieniem zapasów dla Arona i jego brata młodszego, wiec każdy miał swoje zadanie. Co jakiś czas doglądaliśmy tam Connora i poprawialiśmy mu koc, bo się nieco kręcił, ale po za tym spał bardzo spokojnie.
Szybko pokroiłam cebulę oraz inne warzywa, po czym je oprawiłam, pokroiłam na drobne kawałeczki, przysmażyłam w kociołku jako, lecz było ciężko, podlałam je czerwonym winem dość dużo, lecz spokojnie! Nikt się tym nie schleje to to tylko podkreśla smak mięsa nic więcej i młodemu też będzie smakować! Później wszystko poddusiłam, a następnie kiedy miało być niebawem gotowe, obrałam szybko ziemniaki, ugotowałam je i było wszystko gotowe do zjedzenia. Zrobiłam jeszcze sałatkę z pomidorami, ogórkiem i śmietaną, po którą poszłam na chwilę bo było do mleczarza niedaleko i tak oto powstał obiad.
Sama co prawda byłam głodna jak wilk, lecz uznałam że ja sobie zrobię coś innego w domu. W sumie tej potrawki wyszło znacznie więcej, lecz wolałam żeby oni się tym posilili, zważywszy iż oboje wyglądali jak zombie...
Później wszystko posprzątałam i się przeciągnęłam tak, że aż strzeliło mi w krzyżu, lecz na szczęście nie tak, żebym nie mogła chodzić, jak to mają niestety stare babcie. Kiedy wszystko sprawdziłam, usłyszałam że wrócił Aron, więc uznałam że pora się zwijać...
Tak jak to miałam w zwyczaju, zostawiłam kartkę z wiadomością że będzie już wszystko dobrze z chłopcem i przygotowałam mu w dzbanku inną herbatę, żeby w razie mdłości mu ją podawał i bólów głowy, napisałam im tam że zrobiłam obiad żeby mieli bo powinni lepiej się posilić po takich stresujących sytuacjach, zaleciłam odpoczynek i w sumie to było wszystko.
Zostawiłam kartkę w widocznym miejscu i wymknęłam się niesłyszalnie tylnymi drzwiami, po czym wsiadłam na grzbiet Alkatrasa i najpierw ruszyłam stępem, żeby nic nie było słychać że odjeżdżam, a kiedy uznałam że nic nie będzie słychać, pogoniłam konia do cwału.
W domu byłam dość szybko, lecz głód mi przeszedł całkowicie, więc napiłam się tylko nieco wody, oporządziłam gniadosza, dając mu przy tym parę smakołyków i wyruszyłam w nocy na miasto, gdzie nic specjalnego się nie działo, więc wróciłam w przebraniu dość szybko, lecz i tak była późna noc... Kiedy tylko weszłam do domu i ściągnęłam maskę, usłyszałam za plecami znajomy głos przyjaciela.

< Reker? ;3 to ty tam się w ciemnościach skradasz? xdd >

Od Reker'a cd. Kiara

Kiedy tylko rozsiodłałem w domu Arrowa od razu poszedłem się położyć spać. Sam nie wiem do końca dlaczego zmęczyła mnie aż tak bardzo ta misja... Do dziś pamiętam, że byłem sam na cięższych i potrafiłem po nich nie spać jeszcze z trzy a nawet cztery godziny. Z kolacji zrezygnowałem, ponieważ nie miałem na nic najmniejszej ochoty, ale się temu nie dziwiłem, bo często tak miałem... Mniejsza już z tym! Zrzuciłem z siebie szybko szaty mordercy, które ukryłem tam gdzie zwykle i rzuciłem się na łóżko zasypiając od razu po kontakcie z poduszką. Chociaż zapowiadało się, że będzie to przyjemny sen podczas, którego znajdę chwilę spokoju oraz solidnie wypocznę to tak nie było... Znowu miałem koszmar z dzieciństwa czyli za czasów mieszkania w moim starym mieście zwanym Rithriad... W tedy niewinna zabawa zmieniła się prawię w moją śmierć. Do dziś będę pamiętał ten okropny chłód wody i śmiechy tamtych dzieciaków... Dlatego właśnie nie lubię bachorów z rodzin szlacheckich chociaż sam z jednej jestem! Co prawda nie każde dziecko jest wredne i patrzy by komuś zrobić krzywdę, ale ja tylko takie poznałem i wolałem bawić się bardziej z tymi ubogimi co było dla innych niedorzeczne, lecz mój ojciec z matką nigdy mnie za to nie ganili ani od nich nie odciągali. Błąkałem się jeszcze trochę w swoich koszmarach aż w końcu otworzyłem oczy a nad sobą ujrzałem czarnego kruka, którego bym normalnie udusił! Wredne gadzisko tylko mnie straszy! Byłem cały spocony a na poduszce pojawiło się kilka plam spowodowanych łzami. Szybko podniosłem się do siadu i spojrzałem na ptaszysko, które miało do nogi przywiązaną jakąś wiadomość. Czego oni ode mnie znowu chcą? - pomyślałem wyciągając rękę do Galardo, który jak na złość wzbił się do góry i patrzył się na mnie z wysokości sufitu.
- Galardo chodź tutaj, bo nie dostaniesz śniadania - mruknąłem na swojego pupila, który po chwili namysłu wylądował na moim przedramieniu dając mi tą łaskę do przeczytania wiadomości.
Witaj przyjacielu! Piszę do ciebie w bardzo ważnej sprawię i chodć nie wiem kiedy to przeczytasz to proszę cię o wielką pomoc. Mój brat zachorował a nawet ja dzięki swojemu wykształceniu nie wiem za bardzo co to za choroba. Błagam Cię pomóż mi. ~Aron.
Kiedy skończyłem czytać list to aż wytrzeszczyłem ze zdziwienia oczy! On to mag i po części zielarz a tego nie może rozgryźć?! To na pewno będzie coś ciężkiego... Nie, że się na niego gniewam czy go obrażam, ale to dla mnie bardzo dziwne. Wiedziałem, że sam z tym rady nie dam, bo nie znam się na chorobach dlatego będę musiał pojechać do Kiary, która mam nadzieję mi pomoże. Wstałem szybko z łóżka oraz zacząłem się przebierać w nowe rzeczy, które bardzo dobrze się na mnie prezentowały. Poszedłem potem szybko do stajni gdzie rżeniem przywitał mnie mój kary wierzchowiec, który od razu po mojej minie wiedział, iż coś się dzieje dlatego nie sprawiał większych problemów przy siodłaniu czy też szybkim, ale porządnym wyczyszczeniu. Odpisałem jeszcze Aronowi, że niedługo u niego będę a sam ruszyłem w stronę domu przyjaciółki obserwując jeszcze jak Galardo znika gdzieś w oddali. Karus nie oszczędzał się w ogóle... Z resztą tak jak zwykle przez co był moim najukochańszym wierzchowcem jakiegokolwiek miałem, a uwierzcie mi, że miałem ich przed nim aż trzech! Były leniwe szkapy i specjalnie mnie zrzucały przez co prawie się zniechęciłem do tych zwierząt, ale Arrow mnie jakoś przed tym uratował. Pamiętam jak znaleźliśmy go jako źrebaka u tego okrutnego handlarza... Gdybyśmy go nie uratowali to pewnie już dzisiaj by nie żył biedaczek.
Wracając jednak do rzeczywistości to byłem już bardzo blisko swojego celu. Nie licząc tego, że prawie zabiłem się wjeżdżając przez swoje zamyślenia na drzewo to podróż minęła mi bardzo spokojnie. Ostatnio z tego co wiem większa zwierzyna się nieco pochowała więc ojciec musi się bardziej postarać by zdobyć jakąś większą zdobycz. Zresztą pewnie niedługo będę musiał wyruszyć z nimi na polowanie, ponieważ dawno tego nie było. W sumie to nie będzie mi to przeszkadzać, gdyż lubię te nasze rodzinne tradycje oraz spędzać czas z rodziną. Muszę przyznać, że czasami brakuje mi czasów dzieciństwa... Oj tak... W tedy każdy się o ciebie martwił i mogłeś bawić się z innymi kiedy chciałeś. Racja teraz też się martwią, ale jakoś brakuje mi tej przesadnej opiekuńczości.
Będąc już pod domem niebieskookiej zeskoczyłem szybko z wierzchowca i nie wahając się ani na chwilę wszedłem sobie od tak do jej domu. Może to i głupie włazić do kogoś bez pukania, ale sytuacja tego wymagała. Znalazłem ją szybciej niż przypuszczałem, ponieważ po dwóch minutach akurat w kuchni przez co chętnie bym coś zjadł... Tak mój żołądek właśnie teraz musiał przypomnieć sobie o swoim istnieniu, ale na szczęście nie zaburczał. Jej twarz wyrażała wiele uczuć, ale chyba największe było zdziwienie.
- Potrzebuje twojej pomocy - rzekłem szybko zanim zadała mi milion pytań co ja tu robię - Tak wiem wszedłem bez pytania jestem zły i niedobry, ale to później! Aron a raczej jego brat potrzebuje pomocy... Chłopiec zachorował a on nie wie na co... Pomożesz? - dodałem szybko patrząc prosto w jej oczy.

<Kiara? :3 Pomożesz? xd>

Od Kiary cd. Reker

W pewnym momencie oddaliłam się od chłopaków, znikając im z pola widzenia udając się tam gdzie mi kazano. Musiałam zdobyć dużą, brązową księgę ze złotymi zdobieniami. Widziałam że księga była zamknięta na mały kluczyk, więc otworzenie jej nie było łatwe, ale to już nie było moim zmartwieniem.
Czmychnęłam szybko na górę schodami, oczywiście bardzo po cichu by aby przypadkiem nie usłyszał mnie któryś ze strażników, a w razie czego chowałam się głębiej w cienie. Zdarzyło się też że musiałam się schować za zasłoną koło okna, gdyż w pewnym miejscu nie było w ogóle cieni, gdyż było bardzo dobrze oświetlone, lecz dałam sobie radę.
Po kilku minutach byłam już na górze, gdzie zaczęłam iść korytarzem, po czerwonym dywanie. Pochodnie płonęły po każdej stronie korytarza, dając jedyne źródło światła w ciemnościach, nie licząc oczywiście światła księżyca, lecz akurat tutaj ono słabo dochodziło, gdyż ten korytarz był inaczej umieszczony.
Właściwie to był taki jakby niby zamek, tyle że mniejszy… Ostrożnie wyjrzałam zza rogu i spostrzegłam przy drzwiach, które były moim celem, dwóch strażników. Byli wyczerpani i ledwie stali na nogach, a powieki co po chwilę im opadały.
Oczy mieli podkrążone i wyglądali dosłownie jak żywe zombie! Pokręciłam na to głową z niedowierzaniem i zaczęłam obmyślać plan. „To jedyny korytarz, więc nie mam zbyt dużego pola manewru. Mogłabym iść oknem, ale to by było za dożo hałasu i zaalarmowało by to wszystkich strażników, a do tego dopuścić nie mogę.
Ja bym jeszcze jakoś zwiała, ale nie wiem co robią teraz Reker i tamten drugi… Poza tym ten drugi jest niewyspany, a co za tym idzie ma zwolnione reakcje, nie mówiąc już o tym iż jest wolny. Cóż! Został mi więc tylko ten korytarz i parę opóźnionych i nie głośnych bombek dymnych”.
Stwierdziłam, po czym wyjęłam dwie takie właśnie białe bombki, które poturlałam cichaczem do nich. Dopiero kiedy bombki wypuściły dym, je zauważyli, lecz nawet sienie odezwali, gdyż zaraz padli na podłogę nieprzytomni.
Kiedy dym zniknął, szybko podeszłam do drzwi, lecz kiedy chciałam je otworzyć, nie ustąpiły… Dlatego wyjęłam jeden ze swoich sztyletów i zaczęłam grzebać nim z zamku, aż w końcu zamek ustąpił i drzwi się otworzyły.
Uśmiechnęłam się pod nosem spod maski i weszłam do środka. Jak się okazało była to mała biblioteka połączona z biurem czy coś oraz mieścił się też tam skarbiec. „No tak ciężko coś ukraść gdy wszystkie najważniejsze rzeczy mieszczą się pod nosem”.
Stwierdziłam i zaczęłam szukać księgi. Tam gdzie stało niewielkie biurko, był znowu wielki czerwony dywan, a dalej była już drewniana podłoga, która się ciągnęła do skarbca, a tam już była kamienna podłoga.
„Oj no tak… Przecież w podłodze są szpary małe, to naszemu bogaczowi mogły tam wpaść pieniądze, stąd kamienna podłoga w tym miejscu”. W pomieszczeniu znajdowało się też jedno, wielkie okno, zza krzesłem biurka, dając w dzień lepsze światło do wypełniania jakiś dokumentów czy coś tam, a po obu stronach okna były też dwie wielkie, czerwone zasłony, które były obecnie zawiązane złotymi sznurami.
Były też wielkie regały z książkami, na których było pełno książek, czy też ksiąg.
Na ścianach zaś były takie pułki na lampy naftowe. Podeszłam do regału i zaczęłam wypatrywać szukanej przeze mnie księgi, lecz jej nie było, więc zaczęłam patrzeć na biurko, pod nią czy aby nie ma jakiś ukrytych skrytek, szufladach i takich tam, lecz nie znalazłam.
Postanowiłam więc poszukać w skarbcu i tam ją dopiero znalazłam! Leżała obok wielkiej góry złota, więc przeszłam przez kraty niczym w lochach i ją podniosłam. Nie wiem czemu krata była otwarta, bo raczej taki chytrus i zły człowiek nie zapomina zamknąć czegoś tak dal siebie cennego, lecz w sumie nie zastanawiałam się nad tym długo.
Spakowałam księgę do torby, a później uszkodziłam zamek by w razie czego służba mogła sobie wziąć swoją wypłatę, której pewnie nie dostawali biedaki… Później dołączyłam do chłopaków, gdzie wsiedliśmy na swoje wierzchowce, prócz tego gościa. Zdziwiło mnie to lecz Reker się o niego bardzo martwił i zagrodził mu drogę, więc biedak wybrał mojego konia, co mnie jak i Alkatrasa nieco zdziwiło, a jego to już w ogóle, bo zazwyczaj nikogo prócz mnie na swój grzbiet nie przyjmuje, lecz jak widać moje konisko postanowiło przymknąć oko na to iż chłop ledwie żył! Po odwiezieniu go do domu, zawróciliśmy szybko konie i pognaliśmy przed siebie.
- Jak Ci się podoba praca zespołowa? - zapytał nagle, lekko na mnie zerkając gdy jechaliśmy z powrotem do naszych domów. No… Ja właściwie jeszcze musiałam zawieźć księgę w pewne miejsce i przekazać pewnemu gościowi, więc dla mnie to jeszcze nie był koniec.
- Nawet dobrze! Pierwszy raz pracowałam w zespole, więc jest do dla mnie nowość nie ukrywam – rzekłam spokojnie – Nie wiem tylko jak ten ktoś mnie znalazł, że razem na połączył – westchnęłam.
- Ma swoje sposoby… - rzekł przyjaciel.
- Czyli go znasz? - spytałam, lecz tylko skinął głową, więc nie pytałam później, a reszta drogi minęła nam w ciszy. Po trzydziestu minutach jazdy rozdzieliliśmy się, gdyż drogi się rozwidlały, a każde z nas jechało w innym kierunku. Rzuciliśmy sobie krótkie na razie, a później po kolejnych trzydziestu minutach dojechałam do domu.
Zsiadłam ze swojego wierzchowca w stajni, a następnie rozsiodłałam go, nakarmiłam, napoiłam, wyczyściłam i jakoś tak mi zeszło że zaczęło powoli świtać. Westchnęłam tylko na to i weszłam po trzech schodkach, gdzie przeszłam przez drewniane drzwi wchodząc tym samym do domu. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i się przeciągnęłam. Byłam strasznie zmęczona, więc poszłam po kolejnych schodach na górę, gdzie padłam na łóżko i zasnęłam.

< Reker? ;3 >

Od Reker'a cd. Kiara

Wszyscy w komplecie - pomyślałem ze spokojem patrząc przez chwilę na migoczące na niebie gwiazdy, które chodź trochę rozświetlały tą ciemną noc. Księżyc chodź nie był w pełni też dawał ciut światła na naszą planetę, ale mniejsza już z tym! Na zachwycanie się urokami tej nocy będę miał jeszcze dużo czasu po skończonej robocie. Może uda mi się jeszcze porozmawiać z Kiarą? Wszystko się zobaczy, wszystko się zobaczy...
- Działamy po ciuchu, na spokojnie, ale nie za wolno... Staramy się zabić wszystkich, ale jeśli uważacie kogoś za niewinnego możecie go oszczędzić, ale już nie moja w tym głowa jak coś się stanie - rzekłem cicho, ale wiedziałem, że bardzo dobrze wszyscy tutaj obecni usłyszeli moją wypowiedź. Kiedy wszyscy pokiwali zgodnie głowami ruszyliśmy w stronę miejsca gdzie znajdował się nasz cel. Jak na razie nie chcieliśmy się rozdzielać, gdyż mogłoby stać się niebezpiecznie. Co jakiś czas zerkałem też na Arona, który nie wyglądał za dobrze więc pewnie nie spał wczoraj w ogóle co teraz odbija się na jego koncentracji. Musze go mieć na oku - westchnąłem w myślach, ale go za to nie obwiniałem, gdyż mogło chodzić o jego brata a wiem, że zrobi dla niego wszystko. W sumie to jeśli bardziej pomyśleć to zastępuje mu ojca i matkę jednocześnie. Może później opowiem o ich historii... Wracając jednak do rzeczywistości to znaleźliśmy się już w odpowiednim miejscu gdzie każdy zajął dogodną pozycję.
Wpatrując się w mały plac szlachcica, którego mieliśmy upolować od razu zauważyłem straż, która już prawie zamykała oczy co oznaczało, że ich czujność spadła do minimum. Przyjrzałem się jeszcze całej straży na szybko i dowiedziałem się w ten sposób, że ich wszystkich jest aż 26. Nie zastanawiając się długo na sam początek chciałem pozbawić życia tych co najbardziej by nam przeszkadzali, dlatego napiąłem cięciwę łuku i oddałem strzał do ludzi znajdujących się w cieniach. Strzała trafiła każdemu idealnie w krtań więc nie było kłopotów, że ktoś usłyszy ich jęczących z bólu. Jako pierwszy zacząłem powoli przemieszczać się w stronę budynku gdzie znajdował się nasz główny cel. Starałem się prowadzić całą grupę, ale Kiara za wszelką cenę próbowała mnie wyprzedzić co niestety średnio mi się podobało... Jestem przyzwyczajony, że jako morderca zawsze działam sam więc obciążenie innymi osobami jest dla mnie bardzo trudne... Jedyne co potrafię to współpracować ze swoją rodziną na polowaniach. Kiedy mieliśmy już przeskakiwać na następny budynek, Aron się potknął i prawie wylądował kilka metrów pod sobą jako trup. Na szczęście moja przyjaciółka zdążyła go jakoś złapać i uratować przed bolesną śmiercią a nas przed wykryciem.
- Dzięki - usłyszałem z ust chłopaka, który chyba pod maską lekko się uśmiechnął, ale nie zamierzałem o tym teraz myśleć. Ponownie szybko się zorganizowaliśmy oraz ruszyliśmy do budynku, do którego dostaliśmy się przez otwarte okno. Panował tutaj niesamowity mrok co było dla nas bardzo przydatne, lecz i tak musieliśmy zachować jak największą czujność.
Sunęliśmy przez mrok niczym węże po wodzie. Nie wywołaliśmy przy tym najcichszego skrzypnięcia deski ani niczego też nie zrzuciliśmy. Podczas wędrówki natrafiliśmy tylko dwa razy na strażników, którzy przeszli obok nas z lampami naftowymi totalnie nas nie zauważając. Widać jak szanuje ludzi - mruknąłem w myślach wiedząc, że jego służba jest już prawie na wykończeniu sił. Byli bardzo wychudzeni a na dodatek ledwo już stawiali kroki przez co miałem wrażenie, iż zaraz się wywrócą roztrzaskując lampy, które wywołają w całym domostwie ogromny pożar.
Będąc już blisko sypialni okrutnego typa, Kiara gdzieś mi zniknęła co bardzo mnie zasmuciło, ale starałem się skupić na swoim zadaniu dlatego wszedłem po cichu do pokoju gdzie zastałem śpiącego mężczyznę. Zadawał się niczym nie przejmować a na jego twarzy ujawniał się kpiący uśmieszek. Czułem jak z każdym krokiem gotuje się we mnie coraz bardziej krew, gdyż stety bądź niestety znałem tego drania! Mianowicie kilka dni temu zabił on niewinne dziecko dlatego, że przewróciło się podczas zabawy u jego stup. Chciałem je uratować, ale byłem zbyt wolny na skutek rany, która powstała po walce z przestraszonym zwierzęciem. Teraz za wszystko zapłacisz - pomyślałem i bez zawahania wysunąłem ukryte ostrze, które wbiłem mu prosto w bijące serce. Oczywiście zakryłem mu gębę od razu materiałem poduszki, ponieważ otworzył oczy i pewnie z bólu by się wydarł!
- Wracamy - rzekłem cicho w stronę przyjaciela, który skinął głową. Ciało mężczyzny było już praktycznie zimne więc nie mieliśmy już co tutaj robić. Nadal martwiłem się tym co się stało z niebieskooką... Może ją porwali gdy przechodziliśmy cieniami? Nie to na pewno nie to... Ona z pewnością by się im wyrwała! Wracając tą samą drogą minęliśmy kolejne osoby, które wyglądały jak chodzące ciała bez duszy. Było mi ich strasznie żal, ale nie miałem pojęcia co z tym można zrobić... Będąc już blisko okna, którym weszliśmy pojawiła się Kiara z jakąś książką, ale nie zamierzałem wnikać po co jej to i na co - Żal mi tych ludzi - westchnąłem cicho a ona rozejrzała się czujnie po pomieszczeniu.
- Mam na to sposób - stwierdziła po chwili szukając czegoś po kieszeniach a my patrzeliśmy na nią zdziwieni. Aron miał już się odzywać, ale w tedy ona wyciągnęła jakieś fiolki z niebieskim płynem na co zmarszczyłem brwi jakbym chciał dowiedzieć się przez obserwacje tego co to ma być - To ich uśpi - dodała dla sprostowania.
- Jeśli rozbijemy szkło zwabi to innych - rzekł Aron na co niestety musiałem pokiwać twierdząco głową.
- A kto powiedział, że mamy rozbijać flakoniki? Rzucimy je im pod nogi to same się otworzą... Musimy tylko wstrzymać oddech - powiadomiła nas co wydawało się bardzo sensowne i mądre.
- No dobrze - zatwierdziłem jej pomysł i po krótkich obradach każdy otrzymał po trzy eliksiry. Szybko się rozdzieliliśmy oraz ustaliliśmy miejsce zebrania dlatego nie było możliwości zgubienia się. Robota szła mi szybko. Już po pięciu minutach natrafiłem na pierwszy oddział, który dostał nagrodę za swoją ciężką pracę. Oczywiście stosowałem się do zaleceń Kiary czyli wstrzymywałem oddech za każdym razem gdy znajdowałem się w chmurze, usypiającego dymu. Oczywiście ludzi z lampami naftowymi szybko łapałem by nie wywołali pożaru przy czym gasiłem też źródło światła. Po około dwudziestu minutach moja część grupy już spała więc pobiegłem do okna przez, które szybko wyskoczyłem by znaleźć się na odpowiednim dachu gdzie czekała na mnie już dwójka przyjaciół. Bez słowa opuściliśmy teren martwego już szlachcica a wiedząc, że w bezpiecznej części miasta nikt nas nie usłyszy odetchnęliśmy z ulgom.
- Jednej gnidy mniej - mruknąłem pod nosem spoglądając w dół gdzie w krzakach ujrzałem swojego karego wierzchowca wraz z gniadoszem Kiary.
- Gdybym mógł wszystkich bym się pozbył - burknął dodając swoje Aron.
- Każdy by tak zrobił, ale nie jesteśmy herosami przecież - westchnęła dziewczyna na co przytaknęliśmy ruchem głów.
- Wracajmy już - zadecydowałem zeskakując na ugięte nogi z dachu przez co mój kary rumak od razu do mnie dumnie podszedł i zaczął szukać pieszczot dlatego podrapałem go za uchem. Jeśli chodzi o dawanie przyjemności to to lubił ponad wszystko - Dobry konik - szepnąłem mu na ucho przez co cicho zarżał a ja w mgnieniu oka wskoczyłem mu na grzbiet. Brązowowłosa też szybko poszła w moje ślady za to Aron rozejrzał się tylko dookoła i po cichym westchnięciu poszedł głębiej w las. No tak... Jego wierzchowiec ostatnio doznał kontuzji i nie może na nim jeździć jeszcze przez jakiś czas... Nie zastanawiając się ani chwili podjechałem do niego oraz zagrodziłem mu drogę by nie szedł dalej - Jedziesz z nami... Zanim tam dojdziesz to nam po drodze padniesz - westchnąłem a on popatrzył po nas niepewnie.
- Zrobię tylko kłopot... - mruknął patrząc w dal, chcąc pewnie znaleźć jakieś inne wyjście z tej sytuacji.
- Nie zrobisz i nie marudź! Wsiadaj na któregoś konia a nie gadasz - pogoniłem go ruchem ręki a on nie wiedząc gdzie ma się znaleźć wszedł na konia za Kiarą co nieco mnie zdziwiło, ale jednocześnie i spodobało, że jej nieco zaufał. Alkatras uniósł nieco głowę zdziwiony kolejnym ciężarem, lecz jakoś szczególnie nie protestował. Szybko poprowadziłem przyjaciółkę do miejsca gdzie mieszka Aron. Nie mieszkali w bogatym domu, ale najważniejsze było to, iż on i brat bardzo się kochali. Na miejscu czekał już na niego właśnie owy chłopiec z jego koniem, który widząc swojego właściciela nie posiadał się z radości. Mężczyzna szybko nam podziękował a my nie chcąc już zawracać mu głowy szybko odjechaliśmy w swoja stronę.
- Jak ci się podobała praca zespołowa? - zapytałem nagle spoglądając lekko w stronę niebieskookiej.

<Kiara? :3 Trochę się rozpisałam xd>

czwartek, 24 sierpnia 2017

Od Kiary cd. Reker

Po paru tygodniach wreszcie byłam zdrowa! Rany wreszcie się zagoiły, a ja mogłam znowu zacząć zarabiać, bo ostatnio z tymi ziołami to zaszalałam i nieco wydałam, a w razie czego musiałam mieć kasę by móc się z rodzicami przeprowadzić do innego miasta, albo na jeszcze innego wierzchowca. No jednak nie jest zbyt bezpiecznie z jednym wierzchowcem jeździć jako rabuś.
Poza tym wolałabym jednak na jeszcze większym odludziu mieszkać niż obecnie, bo teraz jednak i tak ludzie mnie widzą za dnia i plotkują, a to mi się w ogóle nie podoba! Dzisiejszej nocy obrobiłam paru bogatych ludzi, dzięki czemu szybko nadrobiłam swoje straty pieniężne, a nawet je zwiększyłam czterokrotne! „Elegansio” pomyślałam sobie zadowolona ze swoich łupów. Kiedy skakałam na dachach noc była w swojej sile. Wszyscy spali, a noc była ciepła. Księżyc świecił mocno, niczym słońce w dzień, tyle że białym światłem.
W końcu po jakiejś godzinie dotarłam do swojego domu, gdzie szybko i niezauważalnie czmychnęłam do środka. Okna były zasłonięte więc nie musiałam się tym martwić, iż ktoś mnie zobaczy. Kiedy zapaliłam lampę naftową, nagle spostrzegłam na stolę kopertę której sobie nie przypominałam żebym ją widziała czy też znała…
Nie wiedziałam o co w tym wszystkim chodzi i rozejrzałam się po domu czujnym wzrokiem, choć i tak za wiele nie zobaczyłam, gdyż w pomieszczeniu panował pół mrok i jedynym źródłem światła była obecnie jedyna zapalona lampa naftowa. Wzięłam niepewnie kopertę do rąk i ją otworzyłam, odruchowo wstrzymując oddech.
Nigdy nie wiadomo kiedy i gdzie mogła czaić się jakaś trucizna. Moim oczom ukazał mi się list, zaadresowany do mnie, co mnie zdziwiło. Wyjęłam po chwili cały list, odłożywszy kopertę na stolik i zaczęłam czytać ze zmarszczonymi brwiami jej zawartość.
„Wiadomość kierowana do Ducha… Witam jaśnie panią! Piszę z propozycją dobrego zarobku, lecz oczywiście w zamian za przysługę. Mam dla Ciebie pewną misję grupową. Twoim zadaniem będzie ich wesprzeć oraz w razie czego opatrzyć, ale to nie wszystko! Będziesz jeszcze musiała coś ukraść… Pewną księgę”. Kiedy dotrwałam do końca wiadomości w której opisał mi wygląd książki, gdzie ja znajdę i wszystkie ważne informacje. Misja miała się odbyć jeszcze dzisiaj, więc można by rzec iż będę miała nie przespaną noc, lecz jak miałam zarobić trzy tysiące Oreinów, to ja w to wchodzę!
**
Na miejscu spotkania pojawiłam się o czasie, lecz już widziałam iż wszyscy są, więc czmychając cieniami z początku, postanowiłam się pojawić, zwłaszcza że rozpoznałam w stroju mordercy Rekera. Moja pewność siebie automatycznie podskoczyła, lecz na tego obcego wolałam mieć oko. Skinęłam głową na Rekera, który także mnie rozpoznał i jakby mu… ulżyło? W sumie to nie wiem, bo miał maskę na twarzy, a ja nie zamierzałam się o to zakładać czy coś.

< Rekrer? ;3 nieco brak weny ;c >

Od Reker'a cd. Kiara

Wredne konisko - pomyślałem z lekkim rozbawieniem wycierając się do sucha. Kiedy to nastąpiło zacząłem się przebierać w nowe, suche rzeczy. Nawet nie zwracałem uwagi na to co wyciągnąłem przez co gdy raz się przebrałem musiałem ponownie rozebrać i schować wszystko do szafy, gdyż strój strasznie mi się nie spodobał i wyglądałem w nim gorzej od błazna.
Zakładając na siebie odzienie zacząłem odczuwać, że ktoś na mnie patrzy... Takie dziwne mrowienie i w ogóle! Spokojnym, ale czujnym wzrokiem zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu aż natrafiłem na Kiarę. Patrzeliśmy na siebie w ogromnym osłupieniu nie wiedząc co powiedzieć, lecz ona pierwsza otrząsnęła się z transu i po kilku słowach wyjaśnień zniknęła na korytarzu zapewne się przede mną ukrywając. Na to wszystko westchnąłem tylko ciężko oraz szybko się ubrałem, a potem ruszyłem jej poszukać. Nie byłem na nią zły, bo przecież ja ją też już nago widziałem jak ja opatrywałem... Boże jak to teraz dziwnie brzmi... Mam nadzieję, że nie weźmie mnie za jakiegoś zboczeńca czy coś, bo przecież ja chciałem dobrze! Tylko oczyszczałem jej rany i zakładałem bandaże i nic więcej się tam nie pojawiło! Po krótkich poszukiwaniach znalazłem ją w łazience jak siedziałam w jakimś kącie i próbowała się uspokoić. Będzie ciężko - westchnąłem w myślach podchodząc do niej jak do dzikiego zwierzątka, które miało się zaraz spłoszyć. Znajdując się na odpowiednim dystansie ukucnąłem obok niej oraz nie pozwalając jej zwiać spojrzałem prosto w jej oczy.
- Nie bój się, nie jestem zły - rzekłem spokojnie, ale ona nie zareagowała i wpatrywała się we mnie jak w ducha - Taki brzydki jestem? - dodałem jeszcze na co dziewczyna niesamowicie się wzdrygnęła oraz zaprzeczyła moim słowom ruchem głowy.
- Nie... To znaczy... Ty... Ja... - nie mogła się wysłowić.
- Spokojnie - powiedziałem oraz przyjrzałem się jej bandażom, na których mogło dostrzec w niektórych miejscach plamy krwi - Trzeba zmienić ci opatrunki - stwierdziłem i już miałem ją dotknąć, ale ta jakoś cofnęła się w bok.
- Nie dotykaj mnie - wypaliła szybko a ja posłałem jej niezrozumiałe spojrzenie - Sama sobie poradzę - dodała szybko wstając, ale ja nie pozwoliłem jej opuścić pomieszczenia, gdyż zagrodziłem przejście swoim ciałem.
- Nie poradzisz sobie... - stwierdziłem krzyżując ręce na piersi, lecz ona nie zamierzała tak łato mi ulec.
- Może ja już lepiej pójdę - mruknęła pod nosem próbując cały czas mnie wyminąć, ale to wszystko szło tylko na marne.
- Nigdzie nie idziesz... Musisz solidnie odpocząć i pozwolić raną się zagoić, bo inaczej będzie źle! - uprałem się jak wół i nie czekając już dłużej wziąłem ją delikatnie na ręce zabierając z powrotem do sypialni gdzie ułożyłem ją na łóżku oraz sobie wszystko już przyszykowałem. Racja ona mi tego zadania nie uproszczała, ale w końcu po jakiejś godzinie wszystko było załatwione i na jej ciele znajdowały się nowe bandaże, na których widniała tylko i wyłącznie biel. Jakie mam straty? Krwawiący palec po kontakcie z zębami Kiary, ale już mniejsza z tym... Kiedy tylko ją puściłem tak od razu zawinęła się cała w koc i trzymała się go kurczowo jakbym miał jej zaraz zrobić krzywdę. Nie przejmując się tym usiadłem na krześle obok jej łóżka i spokojnie na nią patrzyłem, lecz mogłoby się zdawać, iż dziewczyna nie kontaktowała teraz ze światem - Kiara przecież nic ci takiego nie zrobiłem - westchnąłem, ale ona i tak się do mnie nie odzywała. Zrobiło mi się smutno... Chciałem przecież dobrze... Może lepiej byłoby już dawno zginąć? Miałem już ku temu wiele okazji.
- Jestem brzydka - burknęła nagle z myślą, że jej nie usłyszę.
- Nie prawda... Jesteś bardzo ładną kobietą i nie jedna zazdrości ci urody - rzekłem od razu a widząc, że chce pewnie temu zaprzeczyć pociągnąłem swoją wypowiedź dalej - Nie kłamię, taka jest prawda.
Dziewczyna się już dalej nie odezwała jakby myślała nad tym wszystkim co powiedziałem. Nie miałem ochoty wychodzić z pokoju. Po kilku minutach dziewczyna zasnęła a ja od razu po niej.
****
Minęły 3 tygodnie podczas, których Kiara się wreszcie porządnie wyleczyła i chociaż czasami było ciężko to dała radę. Siedziałem właśnie w swoim domu gdy nagle przez okno wleciał mój kruk, który od razu upuścił mi prosto do rąk kawałek kartki, na którym zapisane było nowe zlecenie. Nie podobał mi się to, że będę musiał z kimś współpracować, ale widząc cenę postanowiłem jakoś spróbować.
Kiedy tylko nastała noc przebrałem się szybko w szaty mordercy i ruszyłem w dane miejsce gdzie musiałem poczekać za dwójką towarzyszy. Miałem nadzieję, że to nie będą jakieś dzieciaki co nie znają zasad... Z takimi po prostu nie da się pracować a jedyne na co jesteśmy skazani to porażka i wykrycie... Sprawdziłem szybko swoje ukryte ostrze oraz strzały upewniając się czy wszystko zabrałem. To będzie raczej szybka robota - pomyślałem sobie obmyślając dobry plan działania. Miałem ochotę dzisiaj się wyżyć... Racja robota ma być cicha, ale jak sobie myślę, że rozetnę wreszcie komuś tchawicę to aż przymykałem z zadowolenia oczy.
Nagle usłyszałem za sobą jakiś szelest więc szybko odwróciłem głowę gotowy do ataku, ale jak okazało się był to Aron, który też dostał to samo zlecenie na co lekko się uśmiechnąłem, gdyż wiedziałem, iż to dobry morderca i ma dobrą technikę działania.
- Wiesz kto jest trzeci? - zapytałem przyjaciela szeptem, którego nie mógł nikt inny usłyszeć. Pokiwał on tylko przecząco głową. Rozejrzałem się czujnie dookoła a w pewnym momencie zobaczyłem ruch. Szybko znalazłem kontury postaci, w które zacząłem się wpatrywać i czekać aż ciemna masa pokaże się w całości moim oczom.

<Kiara? :3 Wyleziesz stamtąd czy tak będziesz stać? xd>

środa, 23 sierpnia 2017

Od Kiary cd. Reker

Nie za bardzo wiedziałam co się ze mną dzieje... Wszystko mnie strasznie bolało oraz było mi strasznie zimno. Myślałam że umarłam, lecz ja ciągle błąkałam się po świecie snów, gdzie zazwyczaj śniły mi się jakieś bzdury, nie mające ani ładu ani składu, lecz w pewnym momencie zaczęła mi się śnić przeszłość. Byłam jeszcze wtedy w Rithriad. Bawiłam się z Rekerem, Aleksem, Samem, Lisą, Timem oraz Alis. To była nasz paczka.
Nie lubiliśmy dzieciaków ze szlachty gdyż zawsze się wywyższali i puszyli przy każdej nadarzającej się okazji by pokazać jacy to oni są wielcy mając taki majątek. No... Reker też wywodził się ze szlachty ale on był inny... W niczym nie przypominał tamtejszych bachorów.
Zawsze psociliśmy. Przypominam sobie jeden raz jak biegaliśmy po dachach a ludzie panikowali że się zabijemy lecz my mieliśmy akurat bardzo dobrą przyczepność i wiedzieliśmy już gdzie stawiać nogi by nie upaść i się aby przypadkiem nie zabić... No jakby się spadło to placek z Ciebie i koniec! Ach! To były czasy! pomyślałam zadowolona na to wspomnienie.
Jak zwykle biegaliśmy po lecie gdzie bawiliśmy się w chowanego, naszą ulubioną zabawę, zwłaszcza w gęstych zaroślach. Często długo się chowaliśmy, albo po prostu się ścigaliśmy po lesie. Reker zawsze zajmował pierwsze miejsce, a ja drugie ale się temu nie dziwiłam gdyż wiedziałam że chłopcy mają więcej siły i mięśni niż dziewczyny, lecz zawsze się bardzo starałam by go prześcignąć. Często też ciągnął mnie za włosy wić zazwyczaj wtedy go goniłam, a on się śmiał lecz i tak miło to wspominałam.
Oj dużo łobuzowaliśmy ale najlepiej było kiedy płoszyliśmy konie albo krowy. O rany.... ale wtedy nas goniono z widłami i krzyczeli ludzie. Byliśmy w sumie największymi łobuzami w mieście. Gdzie się pojawialiśmy, tam ludzie wiedzieli od razu że coś zbroimy, a widząc jak uciekam, wiedzieli że uciekamy bo już coś zrobiliśmy.
Pamiętam jak kiedyś się zgubiliśmy w lesie i nastała noc, a Reker usiadł tyłkiem blisko mrowiska nieświadomie... Ale się darł! Później pobiegł szybko do wody i tam wskoczył by pozbyć się małych paskudztw ale był cały mokry...
Nieźle się z niego śmialiśmy iż pan łowca nie wyczuł mrówek, ale w sumie i tak później rozpaliliśmy ognisko by się wysuszył i opowiadaliśmy sobie straszne, wymyślone historyjki. Było super! W grupie było zawsze raźniej.
Nagle wszystko zniknęło, a ja powoli zaczynałam się wybudzać. Byłam bardzo słaba, lecz od razu usłyszałam przyjemny odgłos strzelających płomieni z ogniska i ciepło. Przez chwilę nasłuchiwałam, lecz bardzo krótko, a następnie otworzyłam powieki, patrząc się na drewniany sufit.
Nie znałam tego miejsca, lecz czułam się jakoś tak dziwnie bezpiecznie. Kiedy zebrałam nieco więcej sił, spostrzegłam że jestem przykryta kocem, a na rękach mam białe jak śnieg bandaże. Zachodziłam w głowę kto mnie uratował, lecz na odpowiedź długo czekać nie musiałam, gdyż przyszła zupełnie sama, a mianowicie słyszałam głos Rekera i to jak wchodzi do pokoju w którym leżałam. Po jego wypowiedzi byłam zaś w stu procentach pewna, że to on mnie uratował...
- Staniesz się moim służącym? - spytałam z rozbawiona, ale mój stan był ciężki więc takie coś kosztowało mnie na prawdę wiele wysiłku.
Byłam tak strasznie słaba! Mięśnie drżały z byle lekkiego wysiłku, takiego jak lekkie podniesienie ręki czy też powiek, nie mówiąc już o tym, że właściwie nie mogłam się ruszać... Arcy żenujące powiadam!
- Ano widzisz przez jakiś czas będziesz miała ten zaszczyt droga pani - odparł rozbawiony i zaraz wyprzedził moje pytanie, które cisnęło mi się na usta - Jesteś w moim domu, bezpieczna. Masz odpoczywać - rzekł stanowczo.
- Jak zwykle władczy.... To do Ciebie podobne - powiedziałam słabo, męcząc się bardzo, a co za tym idąc brałam gwałtowniejsze wdechy do płuc, choć płytkie.
- Oj tam - stwierdził i pomógł mi zjeść kolację, choć mój żołądek nieco się skurczył bardziej, podczas gdy byłam nieprzytomna. No cóż... Nigdy nie jadłam zbyt dużo i nie przywiązywałam do jedzenia zbytniej wagi, wiec czemu tu się dziwić? Później mi się znowu przysnęło i nie wiem ile czasu minęło ale słyszałam że Reker gdzieś poszedł na chwilkę.
Kiedy tak przysypiałam, nagle zdałam sobie sprawę że przecież nie wiem co się dzieje z Alkatasem! W dodatku kiedy moje szare komórki zaczęły bardziej się nadwyrężać w cudownej strefie mózgu o nazwie "myśl", zrozumiałam ze na całym ciele mam przecież bandaże, czyli Reker musiał je zmieniać i mnie widzieć nagą!!! Od razu zaczerwieniłam się jak burak i miałam ochotę zapaść się głęboko pod ziemię...
Boże jaka ja jestem brzydka! A on mnie widział... To katastrofa! Co on sobie o mnie pomyśli?! Zaraz... A co to mnie w ogóle obchodzi, coon o mnie sądzi? Jesteśmy przyjaciółmi, ale... W sumie nie wiem co myśleć! Zgłupiałam ale nie ukrywam ze taki ruch z jego strony był dość... krępujący i wstydliwy. Jednak musiałam schować swoją dumę i dowiedzieć się co z Alkatrasem!
Zerwałam się jakoś do siadu, choć wtedy złapał mnie straszny ból i aż złapałam się za brzuch, powstrzymując się od krzyku i zginając się z bólu. Przez chwilę moje ciało było sztywne niczym cięciwa łuku, lecz zaraz wszystko powoli zaczynało ustępować.
Wtedy dostrzegłam że nie mam na sobie swoich ubrań, tylko białą i wielką niczym płachta koszulę chłopaka, która sięgała mi do bioder. W dodatku wszędzie miałam bandaże... Całe piersi, brzuch owinięty bandażami, uda, ręce, głowę... Masakra! Kuźwa wyglądam jak jakaś mumia za czasów epoki faraona! pomyślałam i się skrzywiłam na to i dopiero po chwili spostrzegłam swoje zakrwawione ubrania na krześle, lecz daleko ode mnie.
Nie wiele myśląc zmusiłam mięśnie do większego wysiłku mimo rozległych ran i doczłapałam się do, jak mniemałam pokoju Rekera i to był strzał w dziesiątkę! No... tyle że nie przewidziałam iż Reker będzie się wtedy przebierał! Zobaczyłam jego muskularne, silne ciało. Nie wiem czemu, ale odruchowo przełknęłam ślinę. Jego mięśnie brzucha były napakowane, tak samo jak ramiona, no... w ogóle wszystko!
Spostrzegłam też że nie ma na sobie dolnej części ubrania... O mamusiu! przeszło mi przez myśl, ale tam nie patrzyłam, choć pewna kobieca część mnie mówiła; popatrz, zerknij przecież to nic takiego!, a druga część natomiast; nie patrz w dół, nie patrz w dół.... Było to strasznie krępujące! Nagle zdałam sobie sprawę że patrzymy na siebie z nie dowierzaniem osłupiali zupełnie, wiec pierwsza jakoś się otrząsnęłam z tego szoku i zakryłam oczy otwartą dłonią.
- Przepraszam! - rzekłam zmieszana do granic i miałam nadzieję że nie zaczerwieniłam się jak burak - Chciałam tylko wiedzieć co z Alkatrasem i wiesz gdzie jest i czy mu nic nie jest - powiedziałam bardzo szybko, prawie gubiąc się w słowach - Pójdę już - dodałam i szybko zamknęłam drzwi a ja oparłam się o ścianę i strzeliłam sobie dłonią w twarz.
- Idiotka... - mruknęłam na siebie pod nosem i jakoś znalazłam łazienkę do której się doczłapałam i tymczasowo zabunkrowałam próbując się jakoś uspokoić.

< Reker? ;3 wejście smoka takie xdd >

środa, 16 sierpnia 2017

Od Reker'a cd. Kiara

Nie wiem ile już tak czuwałem. Sekundy zlewały się z minutami, a minuty z sekundami. Wszystko było dla mnie takie dziwne, ciężkie i niezrozumiałe. Bardzo martwiłem się o niebieskooką i zmieniałem jej opatrunki co kilkanaście godzin tak jak zalecał Aron. Nie! Nie jestem jakimś zboczeńcem! Potrzebowała zmiany bandaży czy też innych rzeczy, które za szybko przesiąkały krwią, bo inaczej mogło być jeszcze gorzej niż teraz. Nie ukrywam ciało miała ładne i w ogóle cała była śliczna, ale nie powinienem się w to teraz zagłębiać... W sumie i tak by mnie pewnie nie chciała, bo z pewnością i tak ma już kogoś na oku. Nie chodzi mi tu o tą całą hierarchię społeczną, bo wcale ona mnie nie obchodziła! Co z tego, że inni są szlachetnie urodzeni a inni mniej? Przecież każdy jest człowiekiem a w życiu różnie się powodzi. Do dzisiaj pamiętam jak mieliśmy kryzys rodzinny i głupia szlachta nam nie pomogła... Są tylko łasi na kasę i posadę! Często ludzie z tych tak zwanych slumsów są o wiele lepsi i mili niż głupia arystokracja. Mój ojciec zawsze mówił dobrze o biedniejszych ludziach, z którymi sam się przyjaźni oraz nie robi mu to problemu. Kiedy w dzieciństwie nadęci bogacze nie pozwalali swoim dzieciom wychodzić ani na chwilę na dwór ja byłem niemal tam wyganiany! Ojciec i matka zawsze cieszyli się, że mogę nawiązać z innymi wspólny język oraz umiem się dobrze bawić. Chociaż często inni nas przez to obrażali to my się później im odwdzięczaliśmy tym samym z faktów jakie znaliśmy albo czymś jeszcze gorszym. Blackfreyowie szanowali od zawsze wszystko i wszystkich więc nie mieliśmy żadnych problemów, ale jeśli ktoś chciał się z kogoś naśmiewać to na sucho mu to nigdy nie uszło!
Kiedy jeszcze byłem u rodziców i pilnowałem dochodzącej powoli do siebie siostry ponoć inni zaczynali plotkować, że skorzystaliśmy z pomocy plebsu... Nazwali Kiarę ladacznicą a gdy widzieli, że spotykamy się co jakiś czas stwierdzili, iż to hańba dla naszego rodu. Na szczęście wszystko, szybko zostało załatwione a te cholery ucichły. Wystarczyło ich postraszyć a ja z wnerwienia nawet kilku zamordowałem. Nikomu nie pozwolę obrażać moich przyjaciół a najbardziej jej! No jest moją najlepszą przyjaciółką więc samo mówi to za siebie. O Bogowie jak ja nie cierpię takich ludzi. Poza tym to co ich obchodzi to z kim się spotykam? To moje prywatne życie i guzik im do tego! Jak będzie taka potrzeba to mogę ich też pozbawić życia... Ród Blackfreyów nigdy nie będzie oczerniany. Ludzie wysoko urodzeni często są niczym gromada błaznów, którzy powinni zabawiać samego króla, ponieważ byliby w tym na sto procent najlepsi!
Po krótkiej wymianie zdań z Kiarą ta ponownie zasnęła a ja nie wiedząc czemu, odruchowo pogłaskałem ją po głowie. Miała ładne włosy... Od zawsze mi się podobały i za młodu, czasami lubiłem za nie ciągnąć udając, że to wcale nie byłem ja.
- Będzie dobrze zobaczysz - szepnąłem sam do siebie - Nikt cię obrażać nigdy nie będzie - dodałem jeszcze spoglądając kątem oka w stronę desek podłogowych gdzie był starannie ukryte moje odzienie mordercy. Nikt nie wiedział o tej skrytce dlatego moja druga tożsamość dla wielu była bardzo tajna.
Długo jeszcze patrzyłem na śpiącą niebieskooką, która wydawała się już nieco spokojniejsza. Nawet przez kilka sekund mogłem zobaczyć na jej twarzy uśmiech co na swój sposób i mnie uszczęśliwiło. W końcu jednak zrobiłem się głodny więc poszedłem do kuchni oraz zrobiłem sobie chleba bez obkładu. Pewnie wszystkim mogłoby wydawać się, że skoro jesteśmy łowcami czy tam myśliwymi jak kto woli to ciągle jemy tylko mięso co jest ogromnym błędem! Co prawda lubię je jeść, ale idzie się tym znudzić i takie rzeczy jak chleb często są dla nas wybawieniem. W sumie to chyba ostatnio się przejadłem dzikiem u rodziców, bo mam dosyć... Chociaż w razie czego mięso jelenie nadal spoczywa w spiżarni bardzo dobrze zabezpieczone solą.
Po krótkim, ale smacznym posiłku poszedłem zobaczyć co słychać u naszych wierzchowców. Alkatras chyba polubił Arrowa co mnie cieszyło, bo nie chciałem by nasze koniska co po chwilę się atakowały. Gniadosz na szczęście nie był już dla mnie taki agresywny, ale widać było od razu, że martwi się o swoją, ukochaną właścicielkę.
- Będzie dobrze mały - rzekłem cicho na co zarżał cicho jakby mnie rozumiał. Sprawdziłem na spokojnie jego rany, po czym dałem obydwu ogierom świeżej wody i odpowiednią ilość jedzenia. Pogłaskałem jeszcze trochę Arrowa, który błagał mnie o pieszczoty oraz starał się pocieszyć co odczytałem w jego mądrych oczach. Do Kiary wróciłem po około trzydziestu minutach gdzie znalazłem ją w bardzo śmiesznej pozycji. Znowu zsunęło się z niej trochę kołdry, którą od razu poprawiłem by czasami nie było jej zimno. Za oknem znowu jak na złość rozpadał się deszcz więc pogoda nie była przyjazna dla wędrowców czy tam innych podróżników.
Siedząc tak obok swojej najlepszej przyjaciółki znowu zabrało mnie na wspominki. Pamiętałem jak wspaniale się bawiliśmy gdy byliśmy mali... To bieganie po lasach, zabawy w chowanego, skoki do lodowatej wody i inne wygłupy nas bardzo ze sobą związały. Do dzisiaj pamiętam ten moment gdy powiedziano mi w wieku ośmiu lat, że wraz z rodziną wyjechali do nowego miasta... Popłakałem się nieźle, bo nawet nie zdążyłem się z nią pożegnać. W tedy stałem się taki smutniejszy i mniej energiczny niż zwykle, ale rodzice z dziadkami zawsze starali się mnie pocieszyć oraz zająć jakoś czas. Bez nich to pewnie opuściłbym się nieźle w nauce i w ogóle... Zresztą było minęło! Teraz wreszcie mogę spędzać z nią czas wolny. Nikt cię obrażać nie będzie jeśli to jeszcze raz nastąpi - pomyślałem jeszcze przypominając sobie twarz wnerwionego ojca, gdy dowiedział się o tym wszystkim. Teraz powinno być już dobrze, ale jeśli to się powtórzy to nie odpuszczę...
Kiedy wybiła godzina dwudziesta poszedłem zrobić nam kolację. Chociaż Kiara jeszcze spała to wolałem, żeby miała to chociaż na później. Tym razem jednak skorzystałem z mięsa, którym obłożyłem chlebek a po zrobionej herbacie wróciłem do dziewczyny, która już nie spała, ale i tak wyglądała na bardzo słabą.
- Jak się czujesz? Dobrze się spało? - zapytałem stawiając wszystko na stoliku obok lampy naftowej - Zrobiłem nam kolacje i pomogę ci zjeść więc się nie podnoś - dodałem jeszcze spokojnym tonem głosu.

<Kiara? :3 Jak tam? xd Co ci się śniło, że się uśmiechałaś? xd>

Od Kiary cd. Reker

Nie wiem ile czasu byłam nieprzytomna lecz czułam się bezpiecznie. Martwiłam się jednak bardziej o mojego wierzchowca, gdyż nie wiedziałam co z nim, bo gonie widziałam kiedy wydostałam się z wody. Byłam taka słaba...
Chciałam się już obudzić ale po prostu nie miałam sił. Coś jakby mi na to nie pozwalało. Błąkałam się we własnych snach, które były pokręcone i bez najmniejszego sensu. Kiedy myślałam że już się w ogóle nie obudzę i zaczęłam myśleć że jednak chyba zginęłam, poczułam ciepło. Dziwne i przyjemne. Powoli jakby zaczęły dochodzić do mnie dźwięki.
Słyszałam charakterystyczne strzelanie płomieni z ogniska i jakoś zmusiłam się do tego by otworzyć oczy. Przez chwilę mój wzrok był całkowicie zamazany, lecz w końcu ostrość zaczęła powoli do mnie wracać. Od razu spostrzegłam że jestem w obcym miejscu. No nie powiem... Wystraszyłam się bo ostatnie co widziałam, to to że straciłam przytomność na brzegu wody po tym jak spadłam z wodospadu....
Podniosłam się jakoś, choć miałam ochotę zawyć z bólu i wtedy zobaczyłam że leżę na dużym łóżku, mam opatrzone rany, no i byłam przykryta grubym kocem. Nie wiedziałam co się dzieje i byłam nieco zdezorientowana. Wróg? Chyba nie... Inaczej by mnie dawno zabił. Prawda? - pomyślałam sobie, rozglądając się nieco.
Spostrzegłam kominek z którego biło ciepło, przez drewno które trawiły płomienie i dawały nieco światła, lecz jedna lampa naftowa leżała na niewielkim stoliku przy łóżku. Gdzie ja jestem? - pomyślałam sobie słabo i zaczęły mi drżeć mięśnie z wysiłku jakbym nie wiadomo co robiła! Opadłam na łóżko ciężko dysząc ale zaraz zacisnęłam zęby, gdyż poczułam falę większego bólu. Zamknęłam wtedy odruchowo oczy i zacisnęłam zęby by nie krzyknąć.
Kiedy już myślałam że stracę przytomność, nagle poczułam ukłucie w rękę i nagle wszystko przeszło. Otworzyłam słabe powieki i wtedy zobaczyłam jak czyjeś ręce mnie znowu nieco bardziej przykrywają kołdrą, gdyż jak lekko się wtedy podnosiłam, to się nieco zsunął.
- Musisz odpoczywać, nie rób gwałtownych ruchów, masz bardzo poważne rany - usłyszałam znajomy głos i spojrzałam lekko w górę. Ujrzałam Rekera, a w zasadzie jego zmartwioną twarz.
- Gdzie ja jestem? - spytałam ledwie.
- W moim domu, spokojnie jesteś bezpieczna - dodał i dotknął mojego czoła otwartą dłonią - Masz gorączkę - rzekł i położył mi zimny okład na czoło, przez co się wzdrygnęłam.
- Skąd wiedziałeś? - znowu się spytałam.
- Byłem w pobliżu.... Dorwałem tych, co Ci to zrobili - rzekł spokojnie siadając obok mnie - Nic już nie mów jesteś zbyt słaba - dodał widząc iż znowu chcę się odezwać. Wiedząc iż jestem tutaj bezpieczna, nagle znowu zasnęłam, mimo iż chciałam się jeszcze spytać ile byłam nieprzytomna. W dodatku kto mnie opatrzył?
On? Czy ktoś inny? Przecież miałam takie rany że powinnam była umrzeć! W dodatku kiedy zdałam sobie sprawę że musieli mnie rozebrać żeby opatrzyć i zmieniać opatrunki, to aż zrobiło mi się głupio i dziwnie. Nigdy nie uważałam że jestem ładna, a teraz czułam się wręcz zawstydzona. Wiem głupie, ale no raczej miałam takie prawo do takich odczuć.
A poza tym z mojej rodziny wyniosłam iż nie powinno się nikomu pokazywać swojego ciała ani nic bez ślubu. Rodzice wbijali mi oraz siostrze to do głowy przez całe życie. Poza tym jak już wcześniej mówiłam uważałam się za tą brzydką i w ogóle szkaradną.
Inne dziewczyny były chude, miały klasę, miały piękne bujne włosy, oczy, buzie i w ogóle, a ja to masakra! W dodatku ja pochodzę z tak zwanych slamsów, czyli byłam z najniższej hierarchii społecznej, a Reker zaś był z tej wyższej...
No w zasadzie to bardzo wysokiej, a ja nie powinnam się do niego zbliżać. To że się i tak wychowywaliśmy nieco razem było cudem, bo zazwyczaj Ci szlachetnie urodzeni nienawidzili tych ze slamsów, bo byliśmy Ci gorsi... Ci brudni i głupi.
Nie umiejący czytać i w ogóle, co nie było prawdą, bo byliśmy bardzo czyści, rodzice posyłali nas do szkół od małego, wiec umieliśmy czytać i pisać. Eh... Pewnie tylko im zaszkodzę... Ci z wyższej rangi społecznej pewnie już się czepiają jego rodziny że z dziewuchą ze slamsów się zadają i jej rodziną. Pewnie już nawymyślali, że jestem jakąś ladacznicą czy inne straszne rzeczy. Od tego wszystkiego zrobiło mi się strasznie przykro i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.

< Reker? ;3 bardzo na nią gadają ludzie? ;c >

Od Reker'a cd. Kiara

Od ostatnich wydarzeń minęło równe dwa tygodnie. Moja sprawność fizyczna wróciła już do normy i nie odczuwałem już żadnego bólu związanego z poruszaniem się. Przebywałem właśnie w głębi lasu w opuszczonym budynku gdzie wraz ze swoim przyjacielem stworzyliśmy pewnego rodzaju kryjówkę. Aron Da Frienze tak samo jak ja był mordercą a jego znakiem rozpoznawczym były fioletowe zdobienia na pelerynie czy też masce. Ponoć przez miejscowych był nazywany "cieniem", ale w sumie teraz mało mnie to interesowało.
Noc była bardzo ciepła i na dodatek gwieździsta więc mieliśmy co obserwować na ciemnym niebie. Siedzieliśmy w miejscu gdzie znajdowało się kiedyś potężne i wielkie okno a nasze nogi były spuszczone w dół. Jeden ruch mógł decydować o tym, że mogliśmy spaść... Jeśli nie dobralibyśmy odpowiedniej pozycji pewnie czekałaby nas śmierć.
- Jak ci się tu podoba? - odezwał się nagle przyjaciel, który zasunął bardziej na głowę ciemny kaptur.
- Ładne tereny, dużo zwierzyny... Mieszkam tam gdzie panuje tylko spokój i cisza... Żyć nie umierać - stwierdziłem na co niebieskooki się zaśmiał.
- Skąd ja to wiedziałem - stwierdził radośnie - Z tego co słyszałem to ponoć spotkałeś swoją starą przyjaciółkę - dodał jeszcze na co skinąłem głową.
- Tak Kiarę... Kto ci o tym powiedział? - ostanie słowa wypowiedziałem z mruknięciem.
- Słodka tajemnica! Ale kazałem mu już was nie obserwować... Szanuję prywatność ludzi - odpowiedział mi oraz położył się górną połową ciała na ziemi.
- To dobrze... - burknąłem spoglądając w gwiazdy. Zaczynało mi się już powoli nudzić. Cóż nie byłem człowiekiem, który mógłby przesiedzieć siedem godzin na tyłku więc powstałem oraz wszedłem nieco w głąb budynku.
- A ty gdzie znowu? - spytał zainteresowany przekręcając się na brzuch by mnie lepiej dostrzec.
- Przejść się... Wiesz, że nie lubię siedzieć ciągle w jednym miejscu - rzekłem na co pokiwał głową i też od razu wstał.
- Pojadę z tobą i pokaże ci ładne miejsce. Jest tam wodospad więc konie będą mogły się dodatkowo napić - poinformował mnie a ja bez wahania się zgodziłem. Ze spokojem zeszliśmy do naszych koni, które jak zwykle na nas grzecznie czekały. Nymeria, bo tak nazywała się kasztanowata klacz mojego przyjaciela próbowała jakoś zachęcić Arrowa do zabawy, ale ten tylko skupiał się na pysznej trawie. Niestety z mojego konia był niezły żarłok więc nie dziwiłem się, iż spotkałem go akurat jedzącego posiłek.
Nie czekając już dłużej, wiedliśmy na swoje wierzchowce oraz zaczęliśmy kierować się na południe. Oczywiście broń mieliśmy cały czas przy sobie więc w razie czego mogliśmy się łatwo obronić przed naszymi wrogami czy też zbójnikami. Nie zamierzaliśmy narzucać koniom jakiegoś potwornego tępa... To miał być tylko zwykła, przyjemna przejażdżka po lesie.
****
Będąc już przy zbiorniku wodnym od razu rozejrzałem się dookoła z uśmiechem. Było tu na prawdę ładnie i z chęcią zatrzymałbym się tutaj na dłużej. Może i by tak spędzić tutaj całą noc a rankiem wrócić z powrotem do domu? W sumie daleko nie miałem więc mógłbym to zrobić w każdej chwili.
Miałem już zsiadać ze swojego karusa, ale w tedy zobaczyłem na kamienistym brzegu jakąś postać. Spojrzałem na Arona, który też to zauważył po czym zacząłem powoli zbliżać się do ciemnej "masy".
Kiedy od nieznajomego dzieliły mnie zaledwie cztery kroki z krzaków wybiegł poraniony Alkatras Kiary! Konisko stanęło przede mną dęba, ale nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Miałem nerwy ze stali więc takie coś było dla mnie niczym strasznym.
- Spokojnie - rzekłem gdy zaczął walić kopytem o ziemie. Powoli zsiadłem z swojego wierzchowca i wyciągnąłem w stronę głowy zwierzęcia rękę. Z początku chciał mnie ugryźć, ale ja nie zamierzałem odpuścić. W końcu po paru minutach się uspokoił więc złapałem go za wodze, które wcześniej przerzuciłem przez jego łeb. Miałem zamiar już go zacząć oglądać a potem odprowadzić do jego właścicielki, lecz w tedy zobaczyłem, że nieznajomym leżącym na pisaku jest właśnie niebieskooka! - Zostań - wydałem gniademu komendę nie wiedząc czy się mnie posłucha oraz podbiegłem do dziewczyny, która ledwie żyła. Na ciele miała wiele ran, a niektóre noże do rzucania nad się w niej znajdowały. Nawet nie wiedziałem kiedy Aron znalazł się obok mnie, ale po jego oczach wnioskowałem już, iż jest źle... Bardzo źle...
- Trzeba ją szybko opatrzyć! Mamy mało czasu - odezwał się po chwili przez co skinąłem głową i od razu wziąłem przyjaciółkę na ręce. Nie czekając już dłużej chciałem usadowić ją na grzbiecie Arrowa, ale w tedy olśniło mnie, że trzeba zająć się jeszcze Alkatrasem dlatego oddałem ją blondynowi, który od razu ruszył w stronę kryjówki a ja natomiast złapałem gniadego za wodze i zacząłem na spokojnie prowadzić go w tą samą stronę.
Musiałem być bardzo ostrożny z powodu wielu ran jakie odniósł, ale też i jego nerwowości. Cóż to normalne u zwierząt jak są ranne więc nie miałem czemu się dziwić.
****
Na miejsce dotarłem dopiero po dziesięciu minutach. Od razu wprowadziłem rannego rumaka do środka i zacząłem go rozsiodływać. Znałem się trochę na opatrywaniu ran więc starałem się mu pomóc. Mieliśmy tutaj wszystko dobrze poukrywane więc nie musieliśmy się niczym martwić. Wszystko sobie szybko przyszykowałem, ale ogier nadal był strasznie niespokojny i ciągle się kręcił przez co zadawało sobie jeszcze więcej bólu. Arrow starał się go jakoś uspokoić co nawet pomagało, ale i tak moja praca była bardzo ciężka i skończyłem ją dopiero po czterdziestu minutach. Podczas wykonywania zabiegów przy Alkatrasie ciągle martwiłem się o Kiarę.
Byłem wściekły, że ktoś zrobił jej coś takiego... Cóż była złodziejką więc narażała się na wściekłych bogaczy, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo zalezie im za skórę. Znajdę tych co jej to zrobili i zabiję - pomyślałem zły zostawiając ogiera na dole.
Wszedłem po cichu na górę gdzie mój przyjaciel zajmował się ranami Amitachi. Jakoś mu szło, ale było tu bardzo dużo krwi i bandaży więc jej stan musiał być jeszcze bardziej poważniejszy niż sądziłem. Używał też często magii co mnie niepokoiło, ale wolałem dać mu wolną rękę.
- Będziesz tak stał czy mi pomożesz? - westchnął nie odrywając wzroku od rannej dziewczyny.
- Pomogę tylko mów mi co mam robić - odpowiedziałem mu a on pokiwał głową oraz machnął szybko ręką w powietrzy, żebym do niego podszedł.
****
Po godzinie walczenia o życie niebieskookiej w końcu udało nam się doprowadzić ją do normalnego stanu. Chociaż ran było dużo przy czym wdarło się kilka komplikacji to my nigdy się nie zamierzaliśmy poddać. Dziewucha ciągle spała dlatego postanowiliśmy przenieść ją wraz z jej koniem do mojego domu gdzie były o wiele lepsze warunki. Poza tym Aron miał też swoje życie na głowie i wiele różnych zleceń, które musiał wypełnić, żeby przeżyć.
Trochę nam zajęło zanim uspokoiliśmy na nowo konia. Gniadosz nie był zachwycony obecnością blondyna dlatego musiał się on trzymać z daleka by czasami nie zostać kopniętym. Będąc już w moim domu zaprowadziłem koniska do stajni a sam udałem się z niebieskooką do domu gdzie położyłem ją na łóżku w swojej sypialni oraz przykryłem ją grubym kocem. Po chwili przyleciał też kruk z wiadomością od kogo pochodzą te noże. Czytając uważnie nazwy zacząłem myśleć gdzie mogę ich znaleźć. Po ustaleniu wszystkich szczegółów opuściłem mieszkanie i udałem się na łowy. Jeśli chodzi o dziewoje to zostawiłem ją z psem, który często przychodzi do mnie na jedzenie i szczerze mówiąc to zaczynam go już traktować jak członka rodziny.
Dzięki ciemnej nocy zakamuflowałem się na tyle, iż nie mogło mnie zobaczyć żadne, ludzkie oko. Po cichu niczym z gracją kota wdarłem się na dzieciniec i zacząłem szukać swoich celów. Pierwszego znalazłem już po upływie trzech minut. Bez wahania zasłoniłem mu ręką usta, przewróciłem jego ciało oraz wbiłem mu najpierw sztylet w serce, potem płuco a następnie w potylice. Był to według mnie najskuteczniejszy sposób zabijania tych ścierw.
Nie minęło dwadzieścia minut a wszyscy leżeli już martwi tak samo jak ten nadęty bogacz. Jedyne co to ocaliłem służbę, gdyż byli to dobrzy ludzie pracujący tam z przymusu. Nie siedziałem tam już długo tylko wróciłem do siebie gdzie po przebraniu się i schowaniu rzeczy pod jedną z desek podłogowych gdzie były nie widoczne, wróciłem do czuwania przy Kiarze wiedząc, że dopóki się nie wyleczy jej stąd nie wypuszczę.

<Kiara? :3 Jak się czujesz? xd On się martwi xd>

Od Kiary cd. Reker

No miałam cholernie wielkiego stracha kiedy Reker złapał mnie za rękę i nie chciał mnie w ogóle puścić! W dodatku odwiązywał mi bandaż, a wtedy to już w ogóle myślałam że serce mi wyskoczy z klatki piersiowej! Bałam się... Bardzo się bałam... Już nie raz słyszałam jak dawni przyjaciele wydawali swoich byłych towarzyszy przez co zostali zamordowali.
Kiedy zobaczyłam jak się przygląda mojej ranie, miałam ochotę ciec, ale wiedziałam że i tak bym nie uciekła, gdyż nawet teraz nie potrafiłam mu się wyszarpać. Zaraz mnie wyda... Zabiją mnie! Już po mnie... - pomyślałam, a wtedy nagle dotknął szybko lecz mocno moją ranę, przez co upadłam na kolana prawie, lecz wtedy mnie złapał.
Później z rozmowy wynikło że mnie nie wyda, lecz i tak miałam niepewność. Nosz kurde miałam prawo się bać, bo jestem tylko człowiekiem nie? Ta cała sytuacja w ogóle była cholernie dziwna. W dodatku to dziwne uczucie kiedy obok mnie leżał, a nasze ciała się stykały. Było to coś nowego i niezrozumiałego dla mnie lecz to jakoś zignorowałam.
- Może być - mruknęłam ale patrzyłam ciągle na niego, a on się wyszczerzył lekko, przez co przewróciłam oczami.
- Nie bój się przecież Ci mówiłem że Cię nie wydam - powiedział znowu spokojnie, lecz widząc moją niepewną minę zaraz dodał - Obiecuję, wiesz że dotrzymuję danego słowa - rzekł, na co lekko skinęłam głową.
- Mogę pójść do swojego łóżka - rzekłam i chciałam po raz kolejny wstać, leż znowu ta paskuda mi na to nie pozwoliła. Odkąd pamiętam był uparty i dominujący kiedy się na coś uparł... Nawet jak byliśmy dziećmi i próbowaliśmy mu jakiś pomysł wybić z głowy, on i tak robił swoje. Oczywiście wtedy kiepsko się to zazwyczaj kończyło, ale były i też fajne chwile i go naśladowaliśmy.
- Nigdzie nie idziesz, bo ledwie żyjesz, a poza tym szwy Ci mogą puścić - westchnął.
- Paskudny uparciuch - mruknęłam nieco zła.
- Tak jak ty - rzekł i chytrze się uśmiechnął na chwilę.
- Jesteś niemożliwy - westchnęłam gapiąc się w sufit - Pozwolisz chociaż nam zjeść paskudny uparciuchu? - dodałam zaraz.
- Paskudny uparciuch pozwala - rzekł znowu rozbawiony, przez co wywróciłam oczami i podniosłam się jakoś w końcu! Później zjedliśmy oboje śniadanie w zupełnej ciszy. Było mi cholernie i niezaprzeczalnie dziwnie kiedy chłopak był tak blisko mnie i właściwe nie wiedziałam co o tym mam właściwie myśleć... Kiedy już spałaszowaliśmy śniadanie, wstałam jakoś, co wywołało ogromne niezadowolenie ze strony mojego gościa.
- Kiara... Masz leżeć - mruknął - Te rany trzeba wyleżeć - dodał szybko.
- Muszę się zająć końmi... A środki przeciwbólowe już nam podałam, gdyż były w herbacie - powiedziałam spokojnie - Wczoraj nie byłam w stanie się nimi zająć, wiec dzisiaj trzeba to zrobić - dodałam.
- Pójdę z Tobą - rzekł i od razu zerwał się do siadu, a kiedy zobaczył moją minę chcąc zaprzeczyć iż nie potrzebuję pomocy, szybko dodał - Nie mam zamiaru puścić Cię samej, a poza tym Arrow tylko mnie słucha - dodał na końcu sensowny argument, więc odpuściłam. Zeszliśmy po paru schodkach na dół do stajni, gdzie nasze wierzchowce czekały nadal osiodłane.
Byłam na siebie zła że nie zajęłam się Alkatasem wczoraj należycie, lecz wiedziałam z drugiej strony że ogier nie ma mi tego za złe. Widział jak wczoraj zostałam poważnie ranna, a dzisiaj podszedł do mnie sam spokojnie i lekko mnie szturchnął jakby chciał spytać jak się czuję, więc go pogłaskałam.
- Będzie dobrze - szepnęłam do niego cicho, na co zarżał spokojne jakby mnie rozumiał.
Kiedy rozsiodłaliśmy oboje nasze konie, dostały świeżą wodę, jedzenie no i oczywiście je troszkę wyczyściliśmy, a później odpoczywaliśmy.
*****
Minęły dwóch tygodniach odzyskałam sprawność fizyczną, a że mi się nudziło i nie mogłam spać w nocy, osiodłałam swojego wierzchowca, przebrałam się wcześniej w strój złodzieja, oczywiście nowy, gdyż tamten był do spalenia i ruszyłam w las.
Po około dwu godzinnej jeździe coś mi tu zaczęło nie grać... Było za cicho, a w nocy zwierzęta były najbardziej aktywne, więc wstrzymałam swojego gniadosza i zaczęłam się rozglądać. Nagle usłyszałam charakterystyczny świst powietrza przecinającego strzałą, wiec szybko zrobiłam unik i pogoniłam ogiera do cwału. Jak się okazało byłam ścigana przez co najmniej dwudziestu paru zamaskowanych mężczyzn. De Awero.... - pomyślałam szybko.
Najczęściej go okradałam, a ostatnio się nieźle wkurzył, wiec jak było widać nadęty bogacz postanowił mnie zabić. Cóż... Nie on pierwszy i nie ostatni, żadna nowość, lecz to było troszkę wkurzające i zarazem przerażające. Zaczęłam jechać takimi ścieżkami które znałam doskonale i były bardzo ciężkie do pokonania. Nagłe i ostre zakręty, pojawiające się z ciemności, wywołanej przez drzewa powalone stare pnie... Gęsta roślinność i takie tam.
Jednak ciągle nie mogłam zgubić swojego ogona. Znają nieco te tereny - pomyślałam sobie - De Awero ty cholerny draniu przyszykowałeś ich... Wrogów przybywało, więc miałam utrudnione zadanie. Niestety w końcu po szaleńczej jeździe zostałam trafiona w ramię strzałą i nożem do rzucania w łydkę.
Bolało i to bardzo a w pewnym momencie nagle Alkatras gwałtownie zahamował lecz to ne pomogło i spadliśmy z dużej skarpy wprost do rzeki. Zakrztusiłam się wodą wpadając do wody gdyż spadłam z grzbietu ogiera. Woda wokoło mnie zrobiła się czerwona a ubrania ciągnęły mnie na dni nie mówiąc już o tym iż ostre kamienie cięły mi skórę niczym nóż masło.
Rany rwały niemiłosiernym bólem...Topiłam się. Niezbyt umiałam pływać, a wzburzona rzeka i jej zakręty oraz spadki co po chwilę sprawiały że nie mogłam się wydostać i co chwilę zalewała mnie woda, więc prawie w ogóle nie miałam czasu na zaczerpnięcie oddechu. Mój koń też nie miał łatwo gdyż silny nurt rzeki rzucał nami jak marionetkami. Wtedy nagle nagłe spadki ustały i rzeka bardziej przyspieszyła, dzięki czemu mogłam się wynurzyć i zaczerpnąć tchu.
Niestety to co zobaczyłam bardzo mi się nie spodobało, gdyż wtedy zobaczyłam znikającą wodę ku dołowi, a to oznaczało tylko jedno... Wodospad! I to wcale nie taki mały wodospad! Odruchowo zaczęłam płynąć w drugą stronę, lecz oczywiście to było na marne...
Próbowałam się czegoś złapać i też nic, a wtedy też uderzyłam nogą o skałę, w którą był wbity sztylet, więc krzyknęłam z bólu a ostrze tkwiło mocniej w ranie. Po chwili ja i mój koń spadaliśmy w dół z ogromnej wysokości. Ja krzyczałam, a koń rżał przerażony, po czym wpadliśmy z impetem do wody.
https://eyesofodysseus.files.wordpress.com/2013/05/tumbler-drowing-guy.gif?w=700
Przez dłuższą chwilę nie wiedziałam co się dzieje.Woda mnie wciągnęła na dość dużą głębokość. Byłam zamroczona, lecz wtedy sobie przypomniałam co się stało i instynktownie zaczęłam płynąć ku górze, mimo okropnego bólu, który ograniczał mi ruchy.
Kiedy wypłynęłam na powierzchnię, zaczerpnęłam gwałtownie powietrza do płuc kilka razy i po rozejrzeniu się szybkim, spanikowanym wzrokiem, oddaliłam się od wodospadu. Resztką sił dopłynęłam do niewielkiego brzegu, pełnym kamieni i piasku.
Wyczołgałam się do połowy z wody, lecz to było już dla mnie za dużo i padłam wyczerpana kamienie. Nie wiedziałam nigdzie podział się Alkatras i bałam się że zginął... Bardzo cierpiałam. Wszędzie miałam rany.
Mokre i ciężkie od wody ubranie przykleiło się do skóry i było i strasznie zimno.Mimo iż noc była ciepła, to kąpiel w lodowatej, górskiej wodzie nie była zbyt przyjemna, zwłaszcza taka! Dopiero teraz spostrzegłam że w ciało miałam więcej zbitych noży i powstały głębokie rany. Co prawda większość i tak wyleciała ze mnie podczas "płynięcia" z nurtem rzeki, ale i tak kilka zostało.
głęboka rana w boku, łydce, ramieniu, przecięta skóra przez ostre kamienie i nie trafione sztylety... Wyglądałam jakbym wróciła z wielkiej wojny! Rana na boku krwawiła najbardziej lecz nie miałam siły jej nawet dotknąć, żeby choć troszkę zatamować krwotok zewnętrzny.
Leżałam na brzuchu, na kamieniach i z trudem łapała powietrze, walcząc o utrzymanie świadomości, lecz i tak po chwili straciłam przytomność, a moja twarz poleciała na kamienisty brzeg, znowu nieco mnie raniąc. Umrę tu... - pomyślałam jeszcze i pogrążyłam się ciemnościach już całkowicie tracąc świadomość.

< Reker ;3 >

wtorek, 15 sierpnia 2017

Od Reker'a cd. Kiara

Kiedy Kiara wróciła do pomieszczenia, w którym przebywałem zacząłem jej się uważnie przyglądać. Dopiero teraz zauważyłem, że nie jest w stu procentach zdrowa czy też sprawna fizycznie. Idąc w moją stronę kulała nieco a jej szczęki nieco się zaciskały co wywnioskowałem po obserwacji jej twarzy. Coś tu nie gra - pomyślałem patrząc jak odkłada na stoliczek jedzenie oraz herbatę, o której tak niedawno mi mówiła. Gdyby nie ta suknia to mógłbym bardziej dowiedzieć się co się jej stało! Przynajmniej zauważyłem to po ruchach więc chyba taki tępy to ja jeszcze nie jestem.
- Co się tak mi przyglądasz? - zapytała będąc odwrócona do mnie plecami.
- Wiesz tak dawno cię nie widziałem, że muszę sobie trochę bardziej odświeżyć twój obraz w myślach - odpowiedziałem jej z uśmiechem na co cicho się zaśmiała.
- Aż tak bardzo się zmieniłam? - zadała drugie pytanie krzątając się jeszcze tu i tam przez co mogłem jej się dokładniej przyjrzeć.
- Nie aż tak bardzo jaśnie pani - rzekłem spokojnie oraz spojrzałem na jej ręce. Jedna z dłoni była owinięta białym jak śnieg bandażem co nieco mnie zaniepokoiło. Nagle dostałem jakiegoś przebłysku z wczorajszej nocy gdzie walczyłem z kimś podobnym do Victora La Fire. Jego też zraniłem ukrytym ostrzem dokładnie w tą samą dłoń. Niemożliwe - pomyślałem po czym wstałem jakoś z łóżka co dzięki mojej wysokiej odporności nie było aż tak trudne.
- Reker musisz leżeć! - zareagowała od razu dziewczyna, ale kiedy do mnie dobiegła co zapewne sprawiło jej sporo bólu złapałem ją za rękę oraz zacząłem powoli rozwijać jej bandaż na wspomnianej już części ciała - Co ty robisz? - zapytała próbując się wyszarpnąć, ale ja mocno ją przytrzymałem i spojrzałem na zaszytą ranę, która znajdowała się dokładnie w tym samym miejscu co tamta zadana La Fire... Na dodatek cięcie było wykonane w taki sposób, że zaczynało się płytko w środku było głębiej a na końcu znowu płytko... Taką właśnie miałem technikę jeśli nie celowałem od razu w serce, gdyż zadawała ona więcej bólu a z rany potrafiło wypłynąć więcej krwi niż można było przypuszczać.
- To byłaś ty? - zdziwiłem się nieźle a ona popatrzyła na mnie ze strachem, obawą, ale również i niezrozumieniem jakby chciała się jeszcze wyplątać z tej sytuacji.
- Nie wiem o czym ty mówisz - odpowiedziała, lecz ja wiedziałem, że kłamie - Przecięłam się tylko ostrzem noża - dodała od razu dla sprostowania.
- Kiara mnie nie okłamiesz - westchnąłem dotykając przez jej suknię miejsca gdzie znajdowała się kolejna rana czyli na udzie. Zrobiłem to na tyle szybko by nie zdążyła zacisnąć zębów więc pisnęła niesamowicie z bólu niemal upadając na kolana, ale ja zdążyłem ją złapać oraz położyć na łóżku tam gdzie jeszcze niedawno i ja leżałem.
- O co ci chodzi? - próbowała jeszcze jakoś walczyć i wstać, ale ja jej na to nie pozwoliłem.
- Przepraszam, że cię tak zraniłem... Myślałem, że jesteś kimś innym - rzekłem ze smutkiem a ona tylko westchnęła.
- Byłeś pod wpływem trucizny... To nie twoja wina - powiedziała, ale ja i tak chciałem płakać, że skrzywdziłem tak poważnie swoją najlepszą przyjaciółkę. Miałem już coś mówić, ale w tedy z jednej z szaf wyleciał mój kruk a zaraz po nim na ziemię upadły jakieś szaty, którym przyjrzałem się z zaciekawieniem. Z pewnością należały do dziewczyny, która już chciała je podnieść i schować, ale ja jednym pchnięciem ręki jej na to nie pozwoliłem. Sam podszedłem do ubrań oraz od razu wrzuciłem je z powrotem do szafy. Nie były to z pewnością rzeczy normalnego człowieka... Pewnie też była mordercą albo złodziejem czy czymś tam...
- Spokojnie nie wydam cię... Ty wiesz czym ja zajmuje się po nocach ja wiem czym ty i jest dobrze. Jakoś w tych czasach trzeba żyć... Poza tym jesteś moją najlepszą przyjaciółką - rzekłem spokojnie oraz wróciłem kulejąc na jedną nogę tuż przed jej łóżko.
- Musisz leżeć matole! - burknęła na mnie po raz kolejny raz dzisiaj próbując się podnieść.
- Ty też - westchnąłem przeciągając się nieco, ale to niestety niosło też za sobą ból.
- Masz leżeć - mruknęła trwając przy swoim przez co przewróciłem oczami oraz uważając by jej nie zrobić krzywdy położyłem się szybko obok niej. Łóżko było za duże, ale też i nie za małe więc musiałem na nią nieco uważać.
- Pasuje? - zapytałem z małym rozbawieniem, leżąc tuż obok niej przez co nasze ciała nieco się stykały.

<Kiara? :3 Pasuje ci? xd Po rączce zawsze rozpozna xd>